Ponad dwa miesiące po głośnym wypadku autobusu linii 186 na warszawskiej Ochocie pojawiły się nowe informacje dotyczące przyczyn zdarzenia. Badania przeprowadzone pod nadzorem prokuratury i biegłego sądowego miały wykazać, że autobus był sprawny technicznie, a hipoteza o awarii hamulców została wykluczona. Z nieoficjalnych naszych ustaleń wynika również, że w badaniu krwi kierowcy nie stwierdzono środków zabronionych, jednak wykryte zostały leki, których stężenie miało przekraczać dopuszczalne normy.
Do wypadku doszło 5 lipca 2026 roku w rejonie Ronda Zesłańców Syberyjskich. Autobus Miejskich Zakładów Autobusowych linii 186, Solaris Urbino 18 o numerze taborowym 7717, podczas przejazdu przez Ochotę uderzył w tramwaj, samochody oraz elementy infrastruktury drogowej. Ostatecznie pojazd wjechał w przejście podziemne przy rondzie Zesłańców Syberyjskich. W całym zdarzeniu poszkodowanych zostało sześć osób.



Bezpośrednio po wypadku 58-letni kierowca informował, że miał problemy z zatrzymaniem autobusu. Jedną z głównych wersji badaną w pierwszych dniach postępowania była więc awaria techniczna – w tym układu hamulcowego lub elektroniki pojazdu. Wcześniej pojawiały się także nieoficjalne informacje o możliwej usterce czujnika odpowiedzialnego za przyspieszanie.
W poniedziałek, 14 września, ukazały się nowe ustalenia w sprawie. Jak z nich wynika, badania wszystkich urządzeń pokładowych i komputerów autobusu, prowadzone pod nadzorem prokuratury oraz biegłego sądowego, nie wykazały usterek technicznych. Tym samym wykluczona miała zostać także awaria hamulców.
– Z tego, co mogę powiedzieć, to na pewno nie była wina autobusu – przekazał w rozmowie z RMF MAXX Jan Kuźmiński, prezes Miejskich Zakładów Autobusowych.
To istotna zmiana w stosunku do pierwszych dni po zdarzeniu, kiedy stan techniczny pojazdu pozostawał jedną z najważniejszych kwestii wymagających wyjaśnienia. Wówczas również prokuratura informowała, że zachowanie widoczne na monitoringu mogło wskazywać na usterkę, a ostateczne ustalenia miały zależeć od opinii specjalistów.
Z naszych nieoficjalnych ustaleń także wynika, że autobus miał być sprawny. Jednocześnie pojawia się kolejny istotny wątek dotyczący kierującego pojazdem. Badania wykonane bezpośrednio po zdarzeniu nie wykazały alkoholu ani środków zabronionych, a narkotest przeprowadzony przez policję dał wynik negatywny. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że szczegółowe badanie krwi miało wskazać na obecność leków antydepresyjnych oraz przeciwbólowych. Ich stężenie miało przekraczać dopuszczalne normy.
Informacje te nie zostały dotychczas oficjalnie potwierdzone przez prokuraturę. Nie można więc na obecnym etapie przesądzać, czy i jaki wpływ wykryte substancje mogły mieć na zachowanie kierowcy lub przebieg zdarzenia. RMF MAXX podało w poniedziałek, że zlecono dodatkową opinię toksykologiczną.
Kierowca został zawieszony w obowiązkach i nie ma już wrócić do pracy w Miejskich Zakładach Autobusowych. Śledztwo dotyczące lipcowego wypadku nadal prowadzi stołeczna prokuratura. Jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów.
MZA rozważają jednocześnie dodatkowe rozwiązania mające umożliwić kontrolowanie stanu kierowców podczas pracy. Jan Kuźmiński mówił o możliwości wyposażenia stanowisk kierujących w kamery, które pozwalałyby systemowi na bieżąco oceniać ich zachowanie i reakcje. W przypadku wykrycia niepokojących sygnałów kierowca mógłby zostać wyłączony z ruchu. Na razie jest to rozwiązanie rozważane przez spółkę, a nie wdrożony system.


