W Pruszkowie gęstnieje atmosfera wokół transparentności działań lokalnej władzy. Posiedzenie Komisji Gospodarki Komunalnej i Finansów Miasta, zwołane na 22 września, wywołało falę oburzenia wśród mieszkańców i części lokalnych mediów. Zmiana lokalizacji obrad doprowadziła do sytuacji, w której o kluczowych decyzjach finansowych rozmawiano poza zasięgiem obiektywów.
Przewodnicząca komisji Marzena Wieteska (Pruszkowska Wspólnota Samorządowa) zdecydowała o przeniesieniu obrad z budynku Urzędu Miasta do salki w siedzibie miejskiej spółki TBS „Zieleń Miejska”. Efekt? Spotkanie odbyło się bez transmisji w sieci, bez odpowiedniego nagłośnienia i bez dostępu do kluczowych dokumentów w portalu eSesja – choć decydowano tam o sprawach bezpośrednio uderzających w portfele pruszkowian.
Podczas trwającego blisko pięć godzin, maratońskiego posiedzenia radni pozytywnie zaopiniowali m.in. 10-procentową podwyżkę podatku od nieruchomości od nowego roku. Rozmawiano także o reformie komunikacji miejskiej, na którą miasto przeznacza miliony złotych – w tym o cięciach niedzielnych kursów autobusów, skargach na sprawność klimatyzacji oraz karze finansowej nakładanej na przewoźnika. Mieszkańcy zostali jednak pozbawieni możliwości śledzenia tej dyskusji na żywo.
Przewodnicząca Wieteska oraz Przewodniczący Rady Miasta Karol Chlebiński zasłaniają się literą prawa. Przypominają, że ustawa o samorządzie gminnym nakazuje obowiązkową transmisję jedynie z pełnych sesji rady, a nie z prac poszczególnych komisji, zaś same posiedzenia pozostają formalnie otwarte dla każdego, kto pojawi się na nich osobiście.
Tłumaczenia radnych wywołały ostrą krytykę społeczności lokalnej. Sprowadzanie jawności w XXI wieku do konieczności osobistego stawiennictwa w osiedlowej salce do godziny 23 jest traktowane przez mieszkańców jako lekceważenie ich praw do informacji publicznej.
Z drugiej strony spór ujawnia wyzwania stojące przed samą kontrolą obywatelską. Choć na posiedzenie w budynku TBS dotarli niezależni dziennikarze, brak odpowiednich warunków technicznych i zła jakość nagrań audio utrudniły rzetelną weryfikację prezentowanych przez urząd danych.


