Gassy – kultowa trasa i narastający konflikt. Rowerzyści kontra kierowcy i mieszkańcy

Interwencje

Na podwarszawskich drogach problem bezpieczeństwa rowerzystów leży znacznie głębiej niż w samych zapisach prawnych. Na kultowej trasie wzdłuż Nadwiślańskiego Urzecza o potencjalnym zagrożeniu nie decydują wyłącznie paragrafy Kodeksu drogowego, lecz emocje, zniecierpliwienie i zwykłe niezdawanie sobie sprawy z ryzyka – występujące po obu stronach kierownicy.

Spór wokół trasy na Gassy to już zresztą stały element debaty w polskich mediach. Co sezon, wraz z nadejściem cieplejszych dni, na czołówkach głównych portali i w wiadomościach telewizyjnych powraca ten sam temat: dramatyczne doniesienia o rozsypywanych pinezkach, niebezpiecznych wyprzedzaniach czy kolejnych potrąceniach. Medialne doniesienia najczęściej skupiają się jednak na perspektywie rowerzystów jako ofiar agresji, co u zniecierpliwionych kierowców i mieszkańców wywołuje poczucie niesprawiedliwości i jeszcze mocniej nakręca spiralę wrogości. W efekcie  – nagłaśniany spór zamiast skłaniać do refleksji, tylko utwierdza obie strony w ich stanowiskach.

Dramatycznym dowodem na to, jak tragicznie kończy się ten splot pośpiechu, rutyny i braku ostrożności, był koszmarny wypadek, do którego doszło w piątek, 2 października, około godziny 16:30 w Gassach. Na drodze wojewódzkiej nr 712, w pobliżu skrzyżowania przy remizie strażackiej, w tym samym kierunku poruszali się 40-letni kierowca samochodu osobowego marki Volvo oraz rowerzystka. Do zderzenia doszło w momencie, gdy mężczyzna wykonywał manewr wyprzedzania.

Okoliczności samego zdarzenia ukazują, jak skomplikowana i niejednoznaczna bywa ocena takich sytuacji. Według relacji trzeźwego kierującego Volvo, rowerzystka podczas wyprzedzania miała się nagle zachwiać i uderzyć w prawy bok jego pojazdu. Z kolei z nieoficjalnych ustaleń i alternatywnej wersji wynika, że kobieta mogła zamierzać skręcić na skrzyżowaniu w lewo bez wcześniejszego zasygnalizowania manewru – wprost pod koła samochodu, którego kierowca wyprzedzał ją na linii podwójnej ciągłej. 

Siła uderzenia była ogromna: po kontakcie z autem kobieta została zrzucona z jednośladu, przeleciała nad pojazdem i upadła na jezdnię, a wyprzedzające Volvo wypadło z drogi i zatrzymało się na pobliskim boisku piłkarskim. U poszkodowanej doszło do zatrzymania krążenia. Po blisko 30-minutowej reanimacji prowadzonej przez świadków i ratowników medycznych kobieta z urazem wielonarządowym trafiła w stanie krytycznym do szpitala. Policjanci zatrzymali kierowcy prawo jazdy, a sprawa trafi do sądu.

Sytuacja tuż po wypadku pokazała również ciemniejszą stronę zachowań samych kolarzy. Gdy strażacy i policjanci próbowali zabezpieczyć miejsce tragedii i na kilkanaście minut zamknęli skrzyżowanie, by technik mógł wykonać dokumentację i pomiary, część przejeżdżających rowerzystów ignorowała polecenia służb. Cykliści wjeżdżali na zamknięty odcinek, wywołując uzasadnione wzburzenie pracujących na miejscu ratowników. To zachowanie idealnie wpisuje się w zarzuty lokalnych mieszkańców, którzy wskazują, że wielu kolarzy traktuje drogi publiczne jak zamknięty tor wyścigowy.

Trasa z Okrzeszyna przez Gassy do Góry Kalwarii stała się miejscem kultowym. W pogodny dzień potrafi tamtędy przejechać kilkuset rowerzystów: od amatorów w profesjonalnych strojach po nastolatków na hulajnogach. Jednak dla lokalnej społeczności ulica prowadząca przez wsie to najszybsza trasa dojazdowa do domów i pracy. Wąskie jezdnie, wyjazdy z posesji bezpośrednio na ulicę i stały peleton generują olbrzymie napięcia. Mieszkańcy narzekają na jazdę grup po dwóch lub trzech kolarzy obok siebie, brak sygnalizowania skrętów, śmiecenie oraz wulgarne reakcje na próby użycia klaksonu.

Z drugiej strony kierowcy nie pozostają bez winy. Frustracja z powodu spowolnienia ruchu niejednokrotnie prowadzi do niebezpiecznych zachowań – wyprzedzania „na żyletkę”, zmuszania rowerzystów do zjeżdżania na nieutwardzone pobocze czy gwałtownego hamowania przed ich kołami. Skrajnym i barbarzyńskim przejawem tej niechęci są pojawiające się na jezdni w okolicach Dębówki i Podłęcza pinezki. Ten umyślnie dokonywany akt sabotażu, mający w założeniu przegonienie kolarzy, stanowi bezpośrednie zagrożenie dla ich zdrowia i życia.

Spór o trasy na Gassach stał się osią wzajemnej wrogości. Kierowcy, osłonięci karoserią samochodu, często zapominają, jak groźne dla niechronionego uczestnika ruchu jest wyprzedzanie bez zachowania bezpiecznego odstępu. Kolarze z kolei, skupieni na treningu czy osiąganych prędkościach, bywają ślepi na fakt, że są współużytkownikami drogi i obowiązują ich te same przepisy oraz szacunek wobec pracy służb i spokoju mieszkańców. 

Zobacz wideo

Podobne artykuły