Do naszej redakcji zgłosił się świadek niebezpiecznej jazdy kierowcy Volvo, który w sobotę, 3 października, wieczorem przejechał przez Bemowo, wjeżdżając m.in. na chodniki i torowisko tramwajowe. Mężczyzna ruszył za Volvo swoim samochodem i – jak relacjonuje – przez cały czas pozostawał w kontakcie z numerem alarmowym 112. Kierowcę próbowali zatrzymać także inni uczestnicy ruchu. Jazda zakończyła się dopiero na ulicy Szeligowskiej, gdzie Volvo wypadło z drogi i uderzyło w latarnię, słup oraz kapliczkę.
Pierwsze zgłoszenia dotyczące kierowcy pojawiły się około godziny 18. Volvo poruszało się w rejonie ulic Górczewskiej i Powstańców Śląskich. To właśnie w pobliżu stacji metra Bemowo samochód zauważył świadek, który skontaktował się z naszą redakcją.
„Około godziny 18:00 byłem świadkiem bardzo niebezpiecznego zdarzenia w rejonie metra Bemowo, na skrzyżowaniu ulic Powstańców Śląskich i Górczewskiej. Zauważyłem samochód marki Volvo, którego kierowca wjechał na chodnik, o mało nie potrącając znajdujących się tam pieszych, a następnie uderzył w sygnalizator świetlny i wjechał na torowisko tramwajowe” – relacjonuje świadek.



Widząc zachowanie kierowcy Volvo, mężczyzna zdecydował się ruszyć za nim. Dołączył do niego również kierowca Toyoty. „Widząc całą sytuację, zdecydowałem się pojechać za nim swoim samochodem marki Porsche. W pościg za Volvo ruszył również drugi kierowca, poruszający się Toyotą” – przekazał. Na jednym z kolejnych skrzyżowań obaj kierowcy podjęli próbę zatrzymania Volvo. Jak opisuje świadek, wysiedli ze swoich samochodów i podeszli do pojazdu. „Na najbliższych światłach obaj wysiedliśmy z samochodów i próbowaliśmy zatrzymać kierowcę Volvo. Mężczyzna sprawiał wrażenie ledwo świadomego i podejrzewaliśmy, że może znajdować się pod wpływem alkoholu. Próbowaliśmy uniemożliwić mu dalszą jazdę, między innymi usiłując wybić szybę w jego samochodzie, jednak bezskutecznie” – relacjonuje.
Kierowca Volvo ruszył dalej. Świadek wraz z innymi uczestnikami ruchu ponownie próbował doprowadzić do jego zatrzymania na kolejnych światłach. „Na kolejnych światłach ponownie próbowaliśmy go zatrzymać. Dołączyli również inni kierowcy, którzy próbowali zastawić mu drogę. Mimo tego mężczyzna ponownie uciekł, wjeżdżając na chodnik, a następnie skręcił w ulicę Człuchowską” – opisuje świadek. Według jego relacji kierowca Volvo podczas dalszej jazdy przejeżdżał przez skrzyżowania mimo czerwonego światła. Przez cały czas za pojazdem jechał świadek, który informował służby o jego aktualnym położeniu.



„Podczas ucieczki kierowca Volvo przejechał przez cztery skrzyżowania na czerwonym świetle, stwarzając ogromne zagrożenie dla innych kierowców i pieszych. Pościg zakończył się dopiero w momencie, gdy kierowca stracił panowanie nad samochodem i uderzył w słup” – przekazał. Do finału doszło na odcinku ulicy Człuchowskiej przechodzącym łukiem w ulicę Szeligowską. Volvo wypadło z jezdni i uderzyło w latarnię, słup oraz kapliczkę. Samochód został poważnie uszkodzony, a jego przednie koło zostało całkowicie urwane. „Od momentu pierwszego zdarzenia przy metrze Bemowo aż do miejsca wypadku jechałem za kierowcą, starając się nie stracić go z oczu i doprowadzić do jego zatrzymania. Cały czas byłem na linii z numerem alarmowym 112” – dodaje świadek.
Na miejsce skierowano trzy zespoły ratownictwa medycznego, kilka patroli policji oraz zastępy straży pożarnej. Strażacy zabezpieczyli miejsce zdarzenia, świadkowie wydobyli kierowcę z rozbitego samochodu jeszcze przed ich przybyciem i przekazali go ratownikom medycznym. Strażacy także zneutralizowali płyny eksploatacyjne wyciekające z pojazdu.
Policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego przebadali kierującego na zawartość alkoholu. Badanie wykazało blisko 1,8 promila alkoholu w jego organizmie. Mężczyzna został przewieziony do szpitala i zatrzymany. Dalsze czynności z jego udziałem mają zostać przeprowadzone po jego wytrzeźwieniu. Rozbite Volvo zostało odholowane na policyjny parking.


