W dniach 18–20 września w Rosji trwają wybory do Dumy Państwowej – niższej izby parlamentu. To pierwsze wybory parlamentarne na taką skalę od momentu rozpoczęcia pełnoskalowej agresji na Ukrainę. Choć Duma posiada formalne uprawnienia konstytucyjne – w tym uchwalanie ustaw, zatwierdzanie budżetu oraz nominacji premiera – od lat pozostaje instytucją bezwzględnie podporządkowaną decyzjom Kremla. Ostateczny wynik ma być czytelnym sygnałem: cały naród stoi za prezydentem.
O faktycznym pluralizmie nie ma mowy. Jedyna jawnie antywojenna formacja – Rosyjska Zjednoczona Partia Demokratyczna „Jabłoko” – została doprowadzona na skraj marginalizacji i uniemożliwiono jej realny start pod pretekstem pacyfistycznego programu.
Choć działacze tej struktury są poddawani masowym represjom, a wybitne postacie środowisk opozycyjnych skazywano na wieloletnie wyroki więzienia za „dyskredytację armii”, sama struktura formalnie istnieje jako kontrolowane zło konieczne. Dopuszczenie Jabłoka do pełnoprawnej rywalizacji groziło przekształceniem głosowania w plebiscyt wobec zasadności wojny. W efekcie na kartach do głosowania znaleźli się wyłącznie kandydaci zatwierdzeni przez aparat bezpieczeństwa.
Występujące w wyborach ugrupowania tworzą tzw. opozycję systemową, której obecność jest kluczowa dla stabilności reżimu – daje obywatelom iluzję wyboru i kanalizuje niezadowolenie w bezpiecznych dla władzy ramach.
Druga siła w parlamencie, Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF), łączy sentyment neostalinowski z agresywnym imperializmem, krytykując rząd jedynie w sprawach społecznych. Skrajnie nacjonalistyczna Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (LDPR) oraz lewicowo-nacjonalistyczna Sprawiedliwa Rosja – Za Prawdę są niemal całkowicie zsynchronizowane z linią wojenną Kremla.
Z kolei ugrupowanie Nowi Ludzie stanowi pro-biznesowy projekt technologiczny stworzony przez Administrację Prezydenta w celu zagospodarowania młodszego, wielkomiejskiego elektoratu unikającego agresywnej retoryki, lecz niepodważającego polityki państwa. Frakcje te rywalizują ze sobą wyłącznie na polu „patriotyzmu”, obiecując podniesienie poziomu życia i eksponując weteranów wojennych na wysokich miejscach list wyborczych.
Absolutnym faworytem pozostaje partia władzy – Jedna Rosja – której formalnie bezpartyjny Władimir Putin pozostaje liderem moralnym. W kadencji 2021–2026 ugrupowanie to dysponowało większością konstytucyjną na poziomie 324 mandatów w 450-osobowej izbie. Posiadanie tak bezwzględnej dominacji jest kluczowe w kontekście nadchodzących wyzwań politycznych i przygotowań do wyborów prezydenckich w 2030 roku, w których Putin będzie mógł ubiegać się o kolejną kadencję.
Choć wynik Jednej Rosji jest z góry przesądzony, głównym testem dla Kremla staje się frekwencja. Bierność społeczna, absencja i „głosowanie nogami” stanowią dla władzy bezpośredni wskaźnik rosnącej niechęci oraz zmęczenia skutkami gospodarczymi wojny, takimi jak inflacja czy spadek poziomu życia. Z tego powodu na szeroką skalę stosuje się naciski administracyjne, zorganizowane głosowanie w zakładach pracy oraz Dystancyjne Elektroniczne Głosowanie (DEG) – narzędzie umożliwiające pełną, cyfrową manipulację frekwencją. Dodatkowo głosowanie przeprowadzane jest na nielegalnie okupowanych terytoriach Ukrainy, co pod ścisłą kontrolą służb bezpieczeństwa ma posłużyć jako fałszywy dowód integracji tych ziem.
Ze względu na całkowite zniszczenie niezależnych mediów, uwięzienie liderów opozycji pozasystemowej oraz surowe sankcje karne za jakikolwiek sprzeciw wobec decyzji prezydenta, publiczna debata na temat zasadności wojny nie istnieje. Kampania okazała się na tyle przewidywalna, że stacje telewizyjne rezygnowały z części debat z braku zainteresowania samych kandydatów.


