Winne są obie strony. Jak partyjna walka o ambasadorów kompromituje Polskę na świecie

Interwencje

Gdy w innych demokracjach dochodzi do tzw. kohabitacji – czyli współrządzenia prezydenta i rządu pochodzących z wrogich obozów politycznych, co ma miejsce chociażby we Francji – sprawy zagraniczne pozostają obszarem ściśle chronionym. Obowiązuje tam niepisana zasada quiet diplomacy, czyli dyplomacji w ciszy, gdzie o nazwiskach kandydatów na ambasadorów rozmawia się w zaciszu gabinetów, a nie na konferencjach prasowych i w mediach społecznościowych.

Tymczasem polski spór na linii MSZ – Prezydent o nominacje ambasadorskie przekroczył granicę powagi państwowej. Za ten stan rzeczy winne są obie strony politycznego konfliktu, a ich publiczne przecieki, licytacja na liczby wniosków leżących na biurku, oskarżenia o zerwane ustalenia oraz wzajemne przeciąganie liny muszą budzić w międzynarodowych kuluarach po prostu konsternację.

W świecie dyplomacji kandydat na reprezentanta państwa musi przejść proces uzyskania zgody państwa przyjmującego. Gdy w Polsce do domeny publicznej wyciąga się brudy na temat danego dyplomaty, analizując publicznie, czy jest on człowiekiem rządu, czy głowy państwa, niszczy się jego autorytet, zanim jeszcze zdąży spakować walizki. Dyplomata, wokół którego w jego własnym kraju trwa publiczna awantura, wita się z obcym rządem z osłabionej pozycji. Zagraniczni politycy doskonale wiedzą, że nie reprezentuje on jednolitego i silnego państwa, lecz jest efektem lokalnej walki wpływów. W efekcie tego braku kompromisu po obu stronach kluczowe placówki Rzeczypospolitej – w tym w Waszyngtonie, Londynie, Paryżu, Berlinie, Rzymie, Pekinie, Tel Awiwie czy przy NATO i Unii Europejskiej – obsługiwane są przez dyplomatów jedynie w randze chargé d’affaires.

Ranga chargé d’affaires jest w protokole dyplomatycznym przewidziana na sytuacje kryzysowe lub ściśle przejściowe. Gdy państwo aspirujące do miana lidera regionu i czołowej gospodarki Europy od miesięcy nie potrafi wysłać pełnoprawnego Ambasadora Nadzwyczajnego i Pełnomocnego do najważniejszych stolic świata, wysyła w świat jasny komunikat o braku zdolności do porozumienia w sprawach fundamentalnych. Zagraniczne resorty spraw zagranicznych nie traktują tego stanu rzeczy tragicznie, lecz z przymrużeniem oka, pamiętając, że w sztywnym protokole dyplomatycznym dyplomacie zastępczemu po prostu trudniej umawia się na spotkania najwyższego szczebla i ma on ograniczony dostęp do kluczowych decydentów. Zamiast budować pozycję siły i powagi, Polska na własne życzenie serwuje partnerom spektakl wewnętrznej słabości, a spór mający w zamierzeniu warszawskich polityków pokazać ich twardość wywołuje poza granicami kraju jedynie ciche pobłażanie.

Zobacz wideo

Podobne artykuły