Zabijamy dziki albo atakują nas na ulicach. A może jest trzecia opcja? Koncepcja ośrodka izolacyjnego

Sowa
Sowahttp://miejskireporter.pl
Wydarzenia, wypadki, pożary i inne informacje z życia Warszawy oraz bliższych i dalszych okolic.
Interwencje

Odłów dzików, kwarantanna pod nadzorem lekarzy weterynarii, a następnie przesiedlenie zwierząt zamiast ich uśmiercania – tak mógłby wyglądać jeden z rozważanych wariantów ograniczania ich obecności na warszawskich osiedlach. Pomysł zakładałby utworzenie finansowanego przez miasto ośrodka dla 200–400 zwierząt. Wymaga jednak rozwiązania problemów prawnych związanych z ASF, opracowania zasad izolacji i zapewnienia wieloletniego finansowania.

Dyskusja o warszawskich dzikach nie musi sprowadzać się do wyboru między ich zabijaniem a pozostawieniem na osiedlach bez żadnej kontroli. Przyjęta 22 września uchwała Sejmiku Województwa Mazowieckiego nie określa maksymalnej liczby zwierząt objętych redukcją, ale przewiduje działania w przypadkach nadzwyczajnego zagrożenia dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka. Brak limitu liczbowego nie oznacza zatem braku warunków interwencji.

Proponowany ośrodek odpowiadałby na inne pytanie: czy usunięcie dzika z miejsca niebezpiecznego dla ludzi mogłoby kończyć się zapewnieniem mu dalszego życia, zamiast uśmierceniem? Celem nie byłoby pozostawianie zwierząt przy szkołach, placach zabaw czy ruchliwych ulicach. Zmieniłby się przede wszystkim dalszy los odłowionych osobników.

Koncepcja zakłada wyznaczenie odpowiedniego terenu w sąsiedztwie Warszawy, z wydzielonymi sektorami przyjęć, izolacji i dalszego pobytu. Zwierzęta trafiałyby tam pod opiekę lekarzy weterynarii, byłyby obserwowane i badane, a po spełnieniu wymagań zdrowotnych oraz prawnych mogłyby zostać przewiezione do wcześniej uzgodnionych miejsc. Miasto finansowałoby nie tylko budowę, ale cały proces – odłów, transport, żywienie, badania i utrzymanie.

Największą przeszkodą pozostają przepisy dotyczące afrykańskiego pomoru świń. Po pojawieniu się ASF przemieszczanie dzików zostało ograniczone, co uniemożliwiło kontynuowanie dawnego odłowu z relokacją. Samo zbudowanie ośrodka i uzyskanie ujemnego wyniku badania nie uchyla tych zakazów. Przed rozpoczęciem inwestycji konieczne byłoby ustalenie z organami weterynaryjnymi, czy istnieje dopuszczalna ścieżka realizacji programu, a jeśli nie – jakich zmian prawnych wymagałby taki model.

Ośrodek nie mógłby być zwykłą zagrodą ani rzędem klatek ustawionych obok siebie. Wirus ASF może być przenoszony także przez zanieczyszczony sprzęt, odzież, pojazdy i paszę. Dlatego ogrodzenie nie zapewniłoby całkowitej ochrony. Projekt wymagałby rozdzielenia sektorów, kontrolowania ruchu personelu, dezynfekcji oraz zabezpieczenia żywności i odpadów. Długość izolacji, zakres badań i warunki jej zakończenia musiałyby wynikać z programu opracowanego przez specjalistów.

Równie istotny byłby dobrostan. W przedstawianej koncepcji izolacja nie oznaczałaby wielomiesięcznego zamknięcia w ciasnej klatce. Placówka miałaby zapewniać przestrzeń, schronienie i warunki dostosowane do potrzeb zwierząt. Osobnych rozwiązań wymagałoby postępowanie z lochami i zależnymi od nich młodymi. Ocena programu obejmowałaby więc nie tylko liczbę zachowanych przy życiu dzików, lecz także ich stan podczas odłowu, transportu i pobytu.

Nie można przy tym zagwarantować, że żadne zwierzę nigdy nie zostałoby uśmiercone. Wykrycie ASF mogłoby uruchomić obowiązkowe działania przeciwepidemiczne. Główny Inspektorat Weterynarii wskazuje, że w zakażonych gospodarstwach obejmują one zabicie zwierząt i dezynfekcję. Zasady postępowania w proponowanym ośrodku musiałyby zostać określone przez właściwe organy przed jego otwarciem.

Drugim zasadniczym warunkiem byłoby wskazanie, dokąd dziki miałyby trafić po kwarantannie. Samo przewiezienie ich do lasu poza Warszawą nie rozwiązuje kwestii odpowiedzialności za zwierzęta. Program wymagałby uzgodnienia miejsc docelowych, oceny warunków przyrodniczych i weterynaryjnych oraz uwzględnienia interesów okolicznych mieszkańców. Bez tego placówka mogłaby stać się miejscem stałego pobytu, a nie etapem przesiedlenia. Finansowanie musiałoby obejmować również taki scenariusz.

Uzupełnieniem koncepcji mogłoby być ograniczanie rozrodu dzików na obrzeżach miasta i w sąsiednich gminach. Zabiegi chirurgiczne oraz antykoncepcja immunologiczna to jednak odrębne metody, wymagające osobnej oceny. Warszawa poinformowała 24 września, że według odpowiedzi otrzymanych od Głównego Lekarza Weterynarii w Polsce ani w Unii Europejskiej nie ma obecnie dopuszczonego środka antykoncepcyjnego dla dzików. Nie jest to zatem rozwiązanie dostępne do natychmiastowego wdrożenia.

Ograniczanie płodności nie usuwa również zwierząt już przebywających na osiedlach. Jego efekty zależą między innymi od skali programu i napływu kolejnych osobników. Badania modelowe opublikowane w 2020 roku dla dwóch izolowanych populacji pokazały ograniczenia stosowania samej kontroli rozrodu. Nie przesądzają one o wynikach w Warszawie, ale wskazują, że skuteczności takiego programu nie można z góry zagwarantować.

Koncepcja ośrodka nie opiera się na założeniu, że byłby on najtańszą metodą postępowania. W roboczym modelu budowa i pierwszy pełny rok działania oznaczałyby około 13–25 mln zł dla 200 miejsc albo 22–40 mln zł dla 400 miejsc. Kolejne lata utrzymania przy pełnym obłożeniu oszacowano odpowiednio na około 2,8–4,8 mln zł i 4,7–8,1 mln zł, bez dodatkowo zlecanych odłowów, transportów i badań laboratoryjnych. Są to wyłącznie wartości wynikające z przyjętych założeń, nie kosztorys inwestorski ani ceny potwierdzone ofertami. Nie obejmują zakupu ziemi, programu sterylizacji czy zwalczania ewentualnego ogniska ASF.

W tym modelu środki publiczne finansowałyby możliwość usuwania dzików z miejsc konfliktowych bez ich planowego uśmiercania. Ocena przedsięwzięcia obejmowałaby jednak więcej niż cenę: liczbę skutecznych relokacji, bezpieczeństwo mieszkańców, zdrowie zwierząt i długość ich pobytu. Dopiero takie dane pozwoliłyby porównać rezultaty programu z innymi metodami.

Jednym z wariantów organizacyjnych byłoby rozpoczęcie od mniejszej placówki pilotażowej, po uzyskaniu wymaganych podstaw prawnych i zatwierdzeniu procedur. Pozwoliłoby to ustalić rzeczywiste koszty, sprawdzić warunki utrzymania i ocenić możliwość dalszego przesiedlania. Liczba miejsc mogłaby wówczas wynikać z doświadczeń programu, zamiast z samego wstępnego założenia o przyjęciu kilkuset zwierząt.

Równolegle koncepcja obejmowałaby zabezpieczanie odpadów, ograniczanie dokarmiania i ochronę miejsc szczególnie konfliktowych. Ośrodek służyłby interwencjom wobec konkretnych dzików, natomiast pozostałe działania miałyby ograniczać powstawanie kolejnych takich sytuacji. Nie jest to ogłoszona inwestycja Warszawy ani gotowe rozwiązanie weterynaryjne. To propozycja modelu, w którym odłów prowadziłby do opieki i możliwego przesiedlenia – pod warunkiem wykazania, że cały proces może być legalny, bezpieczny i zapewniać zwierzętom odpowiednie warunki.

Zobacz wideo

Podobne artykuły