Ola przyszła odzyskać swojego skradzionego psa z posesji. Właściciel schroniska po pokazaniu zdjęcia: “Aaa wiem, kojarzę który, nie ma go już z nami”. Płacz młodej kobiety było słychać z daleka

Bocian
Bocian
Wydarzenia, wypadki, pożary i inne informacje z życia Warszawy oraz bliższych i dalszych okolic.
Interwencje

W Sobolewie (pow. garwoliński) podczas sobotniego protestu przed schroniskiem „Happy Dog” miało dojść do finału wielomiesięcznych prób odzyskania psa, którego właścicielka – według relacji uczestników zgromadzenia – podejrzewała o kradzież z posesji i umieszczenie w placówce jako „znalezisko”. Jak relacjonował poseł Łukasz Litewka, kobieta, która tego dnia weszła na teren schroniska, usłyszała, że poszukiwanego psa „nie ma już z nami”.

Z relacji przekazywanych podczas zgromadzenia wynikało, że właścicielka od miesięcy próbowała dostać się do schroniska i uzyskać informacje o zwierzęciu, jednak bezskutecznie. W dniu protestu – jak opisywał poseł Łukasz Litewka – miała okazać na telefonie zdjęcie psa, po czym usłyszeć od osoby z placówki krótką odpowiedź sugerującą, że zwierzę nie żyje. W tej samej relacji podkreślono, że była to informacja, która zakończyła jej wielomiesięczne starania o odzyskanie psa.

Podczas protestu podnoszono też wątek działań podejmowanych wcześniej wobec policji. Uczestnicy zgromadzenia wskazywali, że kobieta miała próbować złożyć zawiadomienie na komisariacie, ale – według ich słów – nie zostało ono przyjęte. Na miejscu miała paść informacja, że w policyjnych rejestrach nie ma takiego zgłoszenia, co – jak przekazywano – zostało przedstawione jako argument w sporze o to, jakie czynności były lub nie były prowadzone w tej sprawie.

Równolegle w sobotę 24 stycznia 2026 r. potwierdzono decyzję administracyjną o natychmiastowym zamknięciu schroniska „Happy Dog” w Sobolewie. Powiatowy Lekarz Weterynarii w Garwolinie zakazał właścicielowi prowadzenia działalności polegającej na prowadzeniu schronisk dla zwierząt oraz skreślił podmiot z rejestru działalności nadzorowanej. W uzasadnieniu wskazano m.in. brak elektronicznego wykazu zwierząt przebywających w schronisku, a decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności; przewidziano 14 dni na złożenie odwołania.

Czarny pies bawi się z właścicielem, leżąc na kolanach, podczas odtwarzania wideo na telefonie.
Fot. Łukasz Litewka

Chyba nie da się opisać tego wszystkiego, co się dzisiaj wydarzyło i może tak będzie lepiej, bo schronisko Happy Dog w Sobolewie powinno już na zawsze stać się przeszłością.

Pozwolę sobie jednak przedstawić jedną, mimo tłumów, intymną sytuację, której przyszło mi być dziś świadkiem i wiem, że już nigdy niestety jej nie zapomnę. Czuję, że muszę o niej Wam powiedzieć, by już nikt nie miał najmniejszych złudzeń, czy dziś, dobrze się stało.

Obiecałem pod urzędem w tłumie młodej dziewczynie o imieniu Ola, że zrobię wszystko by jej pomóc. Okazało się, że tak naprawdę jeszcze dziecko, przyszło na protest bo jak sama stwierdziła „to jest moja jedyna szansa by odzyskać jego” – w tym momencie wyciągnęła telefon z kieszeni i pokazała zdjęcie uroczego szczeniaka.

Popatrzcie o jak absurdalnej sytuacji mówimy, ktoś, w tym przypadku młoda, całkowicie zdezorientowana osoba, podchodzi do posła, podchodzi do telewizji i błaga o pomoc by odzyskać swojego ukochanego psa.

Piesek znajduje się w schronisku, proszę niech pan go wyciągnie.

Kiedy wreszcie udało się wejść z interwencją poselską do schroniska uznałem, że zanim porozmawiam z panem Marianem poproszę go o ostatni ludzki odruch i opowiem którą historię Oli. Mężczyzna siedział za biurkiem, był bardzo spokojny mimo, że tłum napierał już na bramę i płot. Po chwili, nie oczekując żadnych cudów zapytałem: czy w tej całej sytuacji, która ma miejsce, mogę pana prosić by ta niczemu winna dziewczyna weszła ze mną i poszukała swojego psa? Ona nic więcej nie chce od pana, chodzi jej tylko o swojego ukochanego psa.

Ku mojemu zaskoczeniu mężczyzna powiedział, że mogę po nią iść, wpuścić i przyprowadzić do niego.

Ucieszyłem się, tak po ludzku, pomyślałem, że ta młoda dziewczyna dziś odzyska ukochanego przyjaciela. Gdy otwieraliśmy dla niej bramę, tłum wiwatował razem z przeszczęśliwą Olą, która nie wierzyła, że się udało.

Weszliśmy do baraku w którym siedział pan Marian. Mężczyzna wstał, dziewczyna była bardzo roztrzęsiona i speszona, powiedziałem od razu: Olu, no pokaż zdjęcia, pan Ci zaraz powie gdzie jest.

Dziewczyna wycisnęła telefon, wybrała zdjęcie i odwróciła komórkę w stronę mężczyzny, który bez najmniejszych oznak emocji powiedział:

„Aaa wiem, kojarzę który, nie ma go już z nami”.

I ta dziewczyna w jednym momencie padła na kolana o zaczęła płakać tak, jak jeszcze nigdy nie słyszałem by ktoś płakał.

Nie wiedziałem nawet co powiedzieć, a mężczyzna powiedział: proszę ją uspokoić, niech sobie usiądzie.

Wyszedłem z tamtego baraku i już przez całą dalszą inicjatywę ratowania zwierząt, nie wróciłem do niego.

Po dłuższym czasie, chodząc między alejkami tej mordowni i przyglądając się jak ludzie wchodzą do boksów i przytulają psy, a następnie je zabierają, zobaczyłem młodą dziewczynę, którą cała w łzach błąkała się po boksach – to była Ola i wiem, że już nigdy jej nie zapomnę.

Dziękuję wszystkim, za wszystko. Dziękuję Dodzie, za to, że bez niej, nie byłoby nic. To piesek Oli, którego pokazała mi na komórce. Serce mi dziś w tym baraku pękło” – poinformował na swoich social mediach poseł Łukasz Litewka.

Sprawa Sobolewa była łączona z szerszą akcją kontroli schronisk w czasie fali mrozów. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji informowało o ponad 200 niezapowiedzianych wizytach przeprowadzonych w ponad 175 obiektach w kraju, wskazując na wykryte uchybienia m.in. w Tarnowie, Oświęcimiu, Sobolewie i Golubiu-Dobrzyniu. W komunikacie wymieniano m.in. niewystarczające zabezpieczenia zwierząt przed zimnem, zamarzniętą wodę w miskach, braki infrastrukturalne, zbyt dużą liczbę zwierząt w zamkniętych przestrzeniach oraz problemy z higieną i dokumentacją procedur.

Wcześniej Mazowiecki Urząd Wojewódzki przekazywał, że w „Happy Dog” odbyło się kilka kontroli inspekcji weterynaryjnej, w tym niezapowiedziana w pierwszej połowie listopada, a w dniu kontroli w schronisku miało przebywać 200 zwierząt. Urząd wskazywał, że wnioski z kontroli nie potwierdzały doniesień o „rażących” nieprawidłowościach, choć odnotowano uchybienia i wszczęto postępowanie administracyjne dotyczące przestrzegania wymagań weterynaryjnych.

Wspólnie budujmy niezależne media!

Każdy, nawet najmniejszy wkład finansowy, pozwala nam na rozwój oraz podnoszenie jakości naszych materiałów. Dziękujemy!

Podobne artykuły