Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia nie zastosował wobec Łukasza Żaka żadnej taryfy ulgowej. Mężczyzna został skazany na 20 lat pozbawienia wolności za spowodowanie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej, ucieczkę z miejsca zdarzenia oraz złamanie sądowych zakazów prowadzenia pojazdów.
To prawdopodobnie jeden z najsurowszych, a być może najsurowszy wyrok wydany dotychczas w Polsce wobec sprawcy śmiertelnego wypadku drogowego. Ze względu na brak ogólnopolskiego, publicznie dostępnego zestawienia wszystkich podobnych orzeczeń nie można tego jednak stwierdzić kategorycznie. Wyrok został wydany w pierwszej instancji i nie jest prawomocny.


Tragiczna noc na Trasie Łazienkowskiej
Do wypadku doszło w nocy z 14 na 15 września 2024 roku, około godziny 1.30, na Trasie Łazienkowskiej, na wysokości przystanku Torwar. Volkswagenem Arteonem kierował Łukasz Żak. W samochodzie znajdowali się również Paulina K., Sara S., Adam K. oraz Maciej O. Drugim pojazdem był Ford Focus, którym podróżowała czteroosobowa rodzina.
Volkswagen z ogromną siłą uderzył w tył Forda. W wyniku zderzenia zginął 37-letni Rafał P., ojciec dwójki dzieci. Jego żona, która prowadziła Forda, została ciężko ranna. Do szpitala trafiły także dzieci w wieku czterech i ośmiu lat oraz Paulina K., pasażerka Volkswagena. Prokuratura wskazywała, że obrażenia żony zmarłego powodowały chorobę realnie zagrażającą jej życiu.






Ponad 220 km/h, alkohol i telefon w ręku
Według aktu oskarżenia Łukasz Żak jechał z prędkością około 226 km/h, mimo że na tym odcinku obowiązywało ograniczenie do 80 km/h. Biegli zeznający przed sądem wyliczyli, że bezpośrednio przed zderzeniem Volkswagen mógł poruszać się z prędkością nawet 227 km/h. Była to prędkość zbliżona do maksymalnej, jaką mógł osiągnąć ten samochód. Ford poruszał się z prędkością około 78 km/h.
Biegli uznali, że tak ogromna prędkość doprowadziła do utraty kontroli nad Volkswagenem i była główną przyczyną wypadku. Według ustaleń przedstawionych podczas procesu Żak był nietrzeźwy, a stężenie alkoholu w jego organizmie wynosiło co najmniej 1,1 promila. Miał również trzymać w ręku telefon i nagrywać swoją brawurową jazdę.
Nie udzielił pomocy i uciekł
Po wypadku Łukasz Żak nie zainteresował się stanem rodziny podróżującej Fordem ani ciężko ranną partnerką. Zamiast udzielić pomocy, uciekł z miejsca tragedii.
Chwilę po zderzeniu na miejsce przyjechała Cupra Formentor prowadzona przez Kacpra K. Z samochodu wysiedli Damian J. i Mikołaj N. Na nagraniu wykonanym przez świadka widać, jak znajomi popychają Żaka w stronę zjazdu z trasy i nakłaniają go do ucieczki. Kacper K., mimo posiadania telefonu, nie wezwał służb ratunkowych i odjechał.
Śledczy ustalili, że znajomi pomagali Żakowi ukrywać się i przygotować wyjazd z Polski. Adam K. udostępnił mu lokal oraz telefon stacjonarny, z którego organizowana była ucieczka za granicę.
Zatrzymanie w Niemczech i przekazanie Polsce
Za Łukaszem Żakiem wydano list gończy oraz Europejski Nakaz Aresztowania. 19 września 2024 roku został zatrzymany w Lubece w Niemczech. Nie zgodził się na uproszczone przekazanie Polsce, dlatego konieczne było przeprowadzenie procedury przed niemieckim sądem.
Ostatecznie 14 listopada 2024 roku niemiecka policja przekazała Żaka polskim funkcjonariuszom na przejściu granicznym w Kołbaskowie. Po przesłuchaniu został tymczasowo aresztowany.
Akt oskarżenia i proces
17 marca 2025 roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia. Łukaszowi Żakowi zarzucono spowodowanie śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości, ucieczkę z miejsca zdarzenia, prowadzenie samochodu pomimo prawomocnego zakazu oraz działanie w warunkach recydywy. Groziła mu kara od 5 do 30 lat pozbawienia wolności.
Proces rozpoczął się w czerwcu 2025 roku. Sąd zezwolił na publikację pełnego imienia, nazwiska i wizerunku oskarżonego, powołując się na ważny interes społeczny. Żak przyznał, że kierował Volkswagenem i przekroczył prędkość, jednak nie przyznał się do całości zarzutu w jego zmienionej kwalifikacji prawnej. Przeprosił rodzinę zmarłego, dzieci ofiary, swoją byłą partnerkę oraz współoskarżonych.
Podczas procesu przesłuchiwano pasażerów samochodów, ratowników, świadków oraz biegłych. Sara S., która podróżowała Volkswagenem, zeznała, że po wypadku Żak miał grozić jej i jej partnerowi. Kobieta twierdziła, że oskarżony kazał im milczeć i groził użyciem noża.
Prokuratura żądała 20 lat więzienia
W mowie końcowej prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka oceniła, że w sprawie nie występują żadne okoliczności łagodzące. Przypomniała wcześniejsze skazania Żaka za przestępstwa narkotykowe, prowadzenie pojazdów w stanie nietrzeźwości oraz wielokrotne łamanie sądowych zakazów.
Prokuratura domagała się dla niego:
- 20 lat pozbawienia wolności,
- możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie dopiero po 15 latach,
- dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów,
- łącznie 600 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla żony zmarłego i ich syna,
- 10 tysięcy złotych świadczenia na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Obrona przekonywała, że sąd nie powinien ulegać presji medialnej i powinna zostać wymierzona kara proporcjonalna. Oskarżony ponownie przeprosił rodzinę Rafała P. Sąd ostatecznie wymierzył mu karę zgodną z żądaniem prokuratury dotyczącym długości pozbawienia wolności — 20 lat więzienia.
Wcześniejsze wyroki i zakazy prowadzenia pojazdów
Wypadek na Trasie Łazienkowskiej nie był pierwszym przestępstwem drogowym Łukasza Żaka.
W styczniu 2022 roku został skazany za prowadzenie Skody pomimo trzech obowiązujących zakazów. Otrzymał karę półtora roku ograniczenia wolności, obowiązek wykonywania prac społecznych oraz kolejny trzyletni zakaz kierowania pojazdami.
W lipcu 2024 roku sąd ponownie skazał go za prowadzenie samochodu mimo zakazu. Tym razem wymierzono mu półtora roku bezwzględnego więzienia oraz dziesięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów. Wyrok nie zdążył się jednak uprawomocnić przed wypadkiem, ponieważ obrona wystąpiła o jego uzasadnienie i zapowiedziała apelację.
W chwili tragedii na Trasie Łazienkowskiej Żaka obejmowały cztery obowiązujące zakazy prowadzenia pojazdów. Piąty zakaz był wówczas nieprawomocny. Gdyby zsumować okresy wszystkich orzeczonych zakazów, nie powinien on prowadzić samochodów łącznie przez 27 lat.
Procesy znajomych Łukasza Żaka
Na ławie oskarżonych, poza Łukaszem Żakiem, znalazło się sześciu jego znajomych. Prokuratura zarzuciła im między innymi nieudzielenie pomocy rannym oraz utrudnianie postępowania poprzez pomaganie Żakowi w uniknięciu odpowiedzialności. Sprawę jednego z oskarżonych wyłączono do odrębnego postępowania.
Osobno skazany został Adam K., który po wypadku pomagał Żakowi ukrywać się i zorganizować ucieczkę. Sąd wymierzył mu pięć miesięcy więzienia oraz półtora roku ograniczenia wolności polegającego na wykonywaniu 30 godzin prac społecznych miesięcznie. Adam K. został także zobowiązany do zapłacenia po 8 tysięcy złotych trzem osobom pokrzywdzonym.
Jeden z najsurowszych wyroków w historii
Kara 20 lat pozbawienia wolności pokazuje, że sąd potraktował zachowanie Łukasza Żaka jako skrajnie niebezpieczne i obciążone wieloma dodatkowymi okolicznościami: nietrzeźwością, prędkością przekraczającą 220 km/h, używaniem telefonu, złamaniem kilku zakazów, działaniem w warunkach recydywy, ucieczką oraz pozostawieniem rannych bez pomocy.
To prawdopodobnie jeden z najsurowszych, a być może najsurowszy wyrok wydany w Polsce za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego. Dla porównania w innych wyjątkowo tragicznych sprawach pijani kierowcy otrzymywali kary łączne wynoszące 15 lat więzienia.
Wyrok nie przywróci życia 37-letniemu Rafałowi ani nie cofnie cierpienia jego żony i dzieci. Stanowi jednak jednoznaczny sygnał, że kierowca, który świadomie łamie kolejne zakazy, prowadzi po alkoholu i rozpędza samochód do prędkości ponad 220 km/h, musi liczyć się z wieloletnią izolacją.


