„Rozpędził pan mały czołg do prędkości ponad 200km/h”. Sędzia o wyroku dla Łukasza Żaka

Sowa
Sowahttp://miejskireporter.pl
Wydarzenia, wypadki, pożary i inne informacje z życia Warszawy oraz bliższych i dalszych okolic.
Interwencje

Sędzia Maciej Mitera, uzasadniając wyrok 20 lat pozbawienia wolności dla Łukasza Żaka, podkreślił, że zgromadzony materiał dowodowy nie pozostawił wątpliwości co do jego odpowiedzialności. Sąd uznał, że chociaż spowodowanie wypadku drogowego jest przestępstwem nieumyślnym, Żak umyślnie i świadomie naruszył podstawowe zasady ruchu drogowego. Zdaniem sędziego zachowanie oskarżonego, jego wcześniejsza działalność oraz brak refleksji podczas procesu uzasadniały wymierzenie jednej z najsurowszych możliwych kar.

Wyrok w sprawie wypadku na Trasie Łazienkowskiej zapadł w czwartek, 16 lipca, przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia. Łukasz Żak został skazany na 20 lat więzienia. O warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się najwcześniej po odbyciu 15 lat kary. Sąd orzekł również dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, świadczenie w wysokości 10 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, łącznie 900 tys. zł zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego oraz 150 tys. zł dla Pauliny K., która została ranna w wypadku. Wyrok jest nieprawomocny.

Na początku ustnego uzasadnienia sędzia Maciej Mitera wskazał, że materiał dowodowy nie pozostawił mu wątpliwości. Odniósł się również do prawnej konstrukcji przestępstwa spowodowania wypadku drogowego.

„Popełnił pan występek. Tu się zgodzę. Występek tak, ten występek z artykułu 177, paragraf pierwszy z woli ustawodawcy. On był, na razie jest nieumyślny, nie można go inaczej popełnić i taka jest konstrukcja” – mówił sędzia.

Jednocześnie zaznaczył, że nieumyślny charakter skutku w postaci wypadku nie oznacza, że zachowanie poprzedzające zderzenie również było nieumyślne. Sąd podzielił stanowisko prokuratury, zgodnie z którym naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez Żaka miało charakter świadomy i celowy.

„Natomiast tak jak trafnie urząd prokuratorski zakwalifikował, naruszenie reguł ruchu drogowego było umyślne” – stwierdził sędzia.

Maciej Mitera odniósł się również do argumentacji obrony, według której zachowanie oskarżonego można było rozpatrywać jako błąd. Sędzia wyjaśnił, że błąd oznacza mylne wyobrażenie o istniejącym stanie rzeczy. W jego ocenie Łukasz Żak takiego mylnego wyobrażenia nie miał. Wiedział, że wcześniej spożywał alkohol, a mimo to świadomie zdecydował się prowadzić samochód.

Sędzia przypomniał, że przed wypadkiem Żak przebywał wraz ze znajomymi w warszawskich lokalach, gdzie pił alkohol. Następnie wsiadł za kierownicę Volkswagena Arteona i rozpoczął jazdę ulicami Warszawy.

„Tam pił, w lokalu Ćma pił i później z pełną premedytacją wsiadł” – powiedział Maciej Mitera.

Według opinii biegłych Żak był w chwili wypadku nietrzeźwy, trzymał telefon komórkowy i nagrywał swoją jazdę. Volkswagen miał poruszać się z prędkością około 226 km/h, podczas gdy na tym odcinku Trasy Łazienkowskiej obowiązywało ograniczenie do 80 km/h.

Sędzia określił prowadzony przez Żaka samochód jako „mały czołg”. Wskazywał, że przy prędkości przekraczającej 200 km/h inni uczestnicy ruchu nie mieli realnej możliwości dostrzeżenia nadjeżdżającego pojazdu ani odpowiednio szybkiego zareagowania.

„Myślę, co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona. To jest mały czołg do prędkości ponad 200 kilometrów na godzinę. Nie ma szans. Naprawdę, nie ma szans nawet reakcji” – mówił.

Zdaniem sądu Żak świadomie rozpędził samochód do skrajnie niebezpiecznej prędkości, a jednoczesne nagrywanie jazdy mogło służyć zaimponowaniu innym osobom.

„Rozpędził pan do tej prędkości mały czołg i z premedytacją pan to zrobił. Nagrywanie tutaj – nie wiem. Chciał pan komuś zaimponować? Przecież to groziło katastrofą. To groziło katastrofą i tak się skończyło” – powiedział sędzia.

Do wypadku doszło 15 września 2024 roku około godziny 1:30 na Trasie Łazienkowskiej, na wysokości przystanku „Torwar”. Volkswagen Arteon uderzył w Forda Focusa, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. Zginął 37-letni pasażer Forda. Jego 37-letnia żona oraz dzieci w wieku czterech i ośmiu lat trafiły do szpitala. Pomocy medycznej wymagała również Paulina K., podróżująca Volkswagenem. Po zdarzeniu znajomi pomogli Żakowi opuścić miejsce wypadku. Został później zatrzymany w Lubece na terenie Niemiec.

Maciej Mitera stwierdził, że kara nie jest konsekwencją wyłącznie jednego zdarzenia, ale uwzględnia całokształt dotychczasowego postępowania oskarżonego.

„Panie Żak, powiem tak, może na wyrok nie, ale na tę karę pracował pan sobie tutaj latami. To jest wypadkowa pana całej działalności” – mówił.

Sąd zwrócił uwagę na wcześniejszą karalność Żaka. W chwili wypadku mężczyzna prowadził samochód pomimo obowiązującego zakazu kierowania wszelkimi pojazdami mechanicznymi. Przestępstwa dopuścił się również w warunkach recydywy – przed upływem pięciu lat od odbycia co najmniej sześciu miesięcy kary więzienia za podobne przestępstwo umyślne.

W ustnym uzasadnieniu sędzia krytycznie ocenił także postawę Łukasza Żaka podczas procesu. Jak wskazał, obserwował zachowanie oskarżonego na sali rozpraw, jednak nie dostrzegł w nim rzeczywistej refleksji nad własnym postępowaniem i jego tragicznymi następstwami.

„Powiem panu, wszystko pana interesowało, łącznie z tymi koszulkami Vuitton, Balenciagi, ale nawet nie to, co pan robił. Uważam, że zero refleksji” – powiedział Maciej Mitera.

Sędzia zaznaczył, że podczas studiów i aplikacji uczono go, aby w zachowaniu oskarżonego szukać okoliczności mogących świadczyć na jego korzyść. W tej sprawie – jak stwierdził – takiego elementu nie znalazł.

„Nie wiem, może mnie poprawi wyższa instancja. Nie znalazłem. Proszę mi wierzyć, nie znalazłem” – mówił.

Mitera wyraził nadzieję, że pobyt w zakładzie karnym doprowadzi do zmiany zachowania skazanego. Odniósł się przy tym również do jego postawy wobec sądu.

„Wierzę w polski system penitencjarny. Wierzę, że tam pana nauczą. Ale mało tego, przykro mi jest to mówić. Pana również powinni tam nauczyć zwykłej kindersztuby. Testował pan moją cierpliwość wiele razy” – powiedział sędzia.

W dalszej części uzasadnienia podkreślił, że wysokość kary nie była wynikiem medialnego zainteresowania sprawą ani oczekiwań opinii publicznej. Zapewnił, że wydając orzeczenie, opierał się wyłącznie na dowodach znajdujących się w aktach.

„To nie jest wina mediów, naprawdę. To nie jest tu zapotrzebowanie medialne” – zaznaczył.

Maciej Mitera wskazał, że podstawowym celem wymierzonej kary jest ochrona innych uczestników ruchu przed kierowcami świadomie podejmującymi podobne ryzyko.

„Panie Żak, dlaczego ta kara? Nie chcę już, żeby były Julie, Jakuby, Pauliny, Anie, Kasie na drodze i uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan” – stwierdził sędzia.

Jak wyjaśnił, sąd nie próbował ustalać, jakie dokładnie myśli towarzyszyły Żakowi podczas jazdy. Ocena została dokonana na podstawie jego rzeczywistych działań, dowodów oraz następstw wypadku.

„Ja bazowałem li tylko na faktach, li tylko na faktach i na tym, co miałem tutaj w tych aktach” – podkreślił.

Według sędziego wymiar kary uwzględniał motywację i pobudki oskarżonego, natężenie złej woli, stopień winy oraz społeczną szkodliwość wszystkich przypisanych mu czynów. Obrona Łukasza Żaka zapowiedziała złożenie apelacji, uznając orzeczoną karę za bardzo surową.

Zobacz wideo

Podobne artykuły