15 lat więzienia za śmierć ojca i 13-letniego syna na Wybrzeżu Gdyńskim. Prokuratura zapowiada apelację

Bocian
Bocian
Wydarzenia, wypadki, pożary i inne informacje z życia Warszawy oraz bliższych i dalszych okolic.
Interwencje

Kierowca opla, który na warszawskim Wybrzeżu Gdyńskim wjechał pod prąd i czołowo zderzył się z motocyklem, został skazany na karę łączną 15 lat pozbawienia wolności. W wypadku zginęli jadący jednośladem ojciec i jego 13-letni syn. Prokurator domagał się dla oskarżonego 19 lat więzienia. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Żoliborz zapowiada zaskarżenie wyroku.

Wyrok wydany wobec Dawida F. nie jest prawomocny. Sąd uznał go za winnego spowodowania śmiertelnego wypadku, ucieczki z miejsca zdarzenia oraz prowadzenia samochodu pomimo obowiązującego zakazu. Wymierzona kara łączna wyniosła 15 lat pozbawienia wolności.

Prokurator żądał kary o cztery lata surowszej – 19 lat więzienia. Prokuratura żoliborska zapowiedziała wniesienie apelacji, co oznacza, że wysokość kary oraz pozostałe rozstrzygnięcia sądu pierwszej instancji zostaną ponownie ocenione przez sąd odwoławczy.

Tragiczny powrót z meczu

Do wypadku doszło 10 lipca 2025 roku około godziny 23:15 na Wybrzeżu Gdyńskim, na remontowanym odcinku Wisłostrady w rejonie Cytadeli. Motocyklem marki Yamaha podróżowali 45-letni ojciec i jego 13-letni syn. Wracali do domu z meczu Legii Warszawa.

Z ustaleń śledztwa wynikało, że Dawid F., kierując oplem vectrą, jechał z prędkością około 108 kilometrów na godzinę. Zjechał na przeciwległy pas ruchu i poruszał się pod prąd. Następnie czołowo uderzył w prawidłowo jadący motocykl. Opel zderzył się również z osobowym audi.

Siła uderzenia była ogromna. Motocykl został rozerwany, a ojciec i syn zostali wyrzuceni z jednośladu. Na miejscu rozpoczęła się walka o ich życie. Chłopiec został przetransportowany do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, natomiast jego ojciec trafił do placówki karetką. Obaj doznali rozległych obrażeń wielonarządowych. Ich życia nie udało się uratować – zmarli 11 lipca.

Kierowca i pasażer uciekli

Po zderzeniu kierowca opla oraz jadący z nim Mariusz P. opuścili rozbity samochód i uciekli, nie podejmując próby udzielenia pomocy ciężko rannym motocyklistom. Zostali zatrzymani kilka godzin później w dwóch różnych hostelach na terenie warszawskiego Wawra.

Dawid F. tłumaczył później, że spanikował, ponieważ wiedział, iż nie powinien w ogóle znajdować się za kierownicą. Obowiązywał go bowiem trzyletni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, orzeczony 3 września 2024 roku przez Sąd Rejonowy w Radomiu. Zakaz był konsekwencją wcześniejszego skazania za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu.

Po ucieczce Dawid F. zamówił taksówkę i pojechał do hostelu. Po drodze zatrzymał się na stacji benzynowej, gdzie kupił alkohol. Pił go w taksówce, a następnie w wynajmowanym pokoju – jeszcze przed przeprowadzeniem przez policjantów badania mającego ustalić zawartość alkoholu w jego organizmie.

Takie zachowanie ma istotne znaczenie prawne. Spożywanie alkoholu po spowodowaniu wypadku, ale przed badaniem przez uprawnione służby, jest traktowane przez przepisy podobnie jak ucieczka z miejsca zdarzenia i prowadzi do zaostrzenia odpowiedzialności karnej.

Akt oskarżenia po siedmiu miesiącach śledztwa

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Żoliborz skierowała akt oskarżenia do sądu 15 lutego 2026 roku. Dawidowi F. zarzucono umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym i spowodowanie wypadku, w którym zginęły dwie osoby, a następnie ucieczkę i spożywanie alkoholu przed badaniem. Odpowiadał również za niestosowanie się do sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. Za główny z zarzucanych mu czynów groziło od 5 do 20 lat pozbawienia wolności.

Kierowca przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Podczas procesu przekonywał, że po wypadku był w szoku i nie zdawał sobie w pełni sprawy ze skutków zderzenia. Przeprosił również rodzinę zabitych, mówiąc, że gdyby wiedział, co się wydarzy, nigdy nie wsiadłby do samochodu.

Przed sądem odpowiadał także pasażer opla, Mariusz P. Prokuratura zarzuciła mu nieudzielenie pomocy ojcu i synowi, mimo że – według śledczych – mógł jej udzielić bez narażania siebie lub innych osób na niebezpieczeństwo. Za taki czyn grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. Mężczyzna był wcześniej karany za przestępstwa przeciwko rodzinie i opiece, a przed zatrzymaniem pozostawał osobą poszukiwaną listem gończym.

Prokuratura uważa karę za zbyt łagodną

Sąd wymierzył Dawidowi F. karę łączną 15 lat pozbawienia wolności. Prokurator domagał się 19 lat, uznając, że wyjątkowo poważne skutki wypadku oraz zachowanie kierowcy przed zdarzeniem i bezpośrednio po nim uzasadniają karę zbliżoną do górnej granicy ustawowego zagrożenia.

Na niekorzyść oskarżonego przemawiały między innymi bardzo duża prędkość, jazda pod prąd na remontowanym odcinku drogi, świadome złamanie prawomocnego zakazu prowadzenia pojazdów, ucieczka bez udzielenia pomocy oraz spożywanie alkoholu przed badaniem. W wyniku jego zachowania zginęły dwie osoby – ojciec i dziecko.

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Żoliborz zapowiedziała apelację. Po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku śledczy będą mogli szczegółowo wskazać, które elementy orzeczenia kwestionują. Sąd drugiej instancji może utrzymać wyrok, zmienić go – w tym zaostrzyć karę – albo uchylić i skierować sprawę do ponownego rozpoznania.

Tragedia na Wybrzeżu Gdyńskim od początku wywoływała ogromne emocje. Ojciec i syn prawidłowo poruszali się motocyklem i wracali do rodziny. Na ich drodze znalazł się kierowca, który – mimo wcześniejszego skazania i sądowego zakazu – ponownie wsiadł za kierownicę. Skutki tej decyzji okazały się nieodwracalne.

Zobacz wideo

Podobne artykuły