Polityczna wojna o Trybunał Konstytucyjny i policja pod bramą. O co chodzi w konflikcie, który trwa od ponad 10 lat?

Sowa
Sowahttp://miejskireporter.pl
Wydarzenia, wypadki, pożary i inne informacje z życia Warszawy oraz bliższych i dalszych okolic.
Interwencje

Piątek, 30 października 2026 roku, przyniósł kolejną odsłonę trwającego od ponad dekady konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Przed siedzibą instytucji przy alei Szucha w Warszawie pojawili się policjanci, protestujący i czołowi politycy opozycji. Sędzia Anna Korwin-Piotrowska podpisała dokumenty przewidujące miesięczne odsunięcie od obowiązków prezesa TK Bogdana Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Obaj nie uznają tych decyzji. Spór, którego korzenie sięgają wydarzeń z 2015 roku, ponownie pokazał, jak głęboko polityka podzieliła instytucję powołaną do niezależnej kontroli zgodności prawa z Konstytucją.

Wydarzenia przy alei Szucha rozpoczęły się w piątek po południu, kiedy w siedzibie Trybunału pojawiła się grupa sędziów, wśród których była Anna Korwin-Piotrowska. Około godziny 18 na stronie internetowej TK opublikowano informację o zarządzeniu natychmiastowej przerwy w czynnościach służbowych Bogdana Święczkowskiego i Bartłomieja Sochańskiego, obejmującej również pełnienie przez nich funkcji prezesa i wiceprezesa. Zgodnie z dokumentami przerwa ma trwać miesiąc, a kierowanie Trybunałem miałaby przejąć Korwin-Piotrowska.

Reakcja dotychczasowego kierownictwa była natychmiastowa. Na oficjalnym profilu Trybunału w serwisie X zakwestionowano zarówno skuteczność zarządzeń, jak i status Anny Korwin-Piotrowskiej jako sędzi TK. Pojawiły się oskarżenia o bezprawne przejęcie strony internetowej oraz działania noszące znamiona zamachu stanu. Są to jednak zarzuty formułowane przez jedną ze stron konfliktu, a nie ustalenia wynikające z prawomocnego rozstrzygnięcia.

Przed budynkiem zaczęli gromadzić się przeciwnicy działań Korwin-Piotrowskiej. Wśród osób, które pojawiły się w rejonie Trybunału, byli między innymi prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, były premier Mateusz Morawiecki, a także politycy Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej. Do protestujących dołączył również Bogdan Święczkowski, który próbował dostać się na teren instytucji.

Wydarzenia wywołały reakcję prezydenta Karola Nawrockiego. Głowa państwa przerwała podróż do Senegalu i zawróciła do Polski. Po powrocie do Warszawy prezydent spotkał się między innymi z Bogdanem Święczkowskim oraz I prezesem Sądu Najwyższego Zbigniewem Kapińskim.

Tymczasem Anna Korwin-Piotrowska przekazała, że w siedzibie TK przebywa siedmioro sędziów. Zapowiedziała również zwołanie na 3 listopada Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału, które miałoby zająć się między innymi projektem budżetu instytucji na 2027 rok. Jednocześnie zadeklarowała gotowość do rozmowy z prezydentem Nawrockim w Pałacu Prezydenckim, wskazując, że otwarcie bram Trybunału w napiętej sytuacji mogłoby doprowadzić do wtargnięcia kolejnych osób.

Dlaczego przed Trybunałem pojawiła się policja?

Obecność funkcjonariuszy była jednym z najbardziej komentowanych elementów piątkowych wydarzeń. Komenda Stołeczna Policji wyjaśniła, że do Komendy Głównej Policji wpłynęły dwa pisma dotyczące bezpieczeństwa w rejonie Trybunału.

Pierwsze pochodziło od prokuratora generalnego Waldemara Żurka i zawierało prośbę o zwrócenie szczególnej uwagi na bezpieczeństwo instytucji z powodu trwających protestów. Drugie skierowała Anna Korwin-Piotrowska. Wskazała w nim, że w związku z planowanymi czynnościami na terenie TK może dojść do zagrożeń dla życia i zdrowia sędziów oraz pracowników, a także do zakłócenia porządku publicznego.

Policja podkreśliła, że jej funkcjonariusze nie znajdowali się wewnątrz gmachu Trybunału. Działania prowadzono na terenie zewnętrznym oraz w alei Szucha. Zaprzeczono również informacjom o podejmowaniu czynności wobec funkcjonariuszy Straży Trybunalskiej.

W trakcie zabezpieczenia doszło do incydentów. Według oficjalnego komunikatu w stronę policjantów rzucano niebezpiecznymi przedmiotami. Zatrzymano trzy osoby, które przeskoczyły przez ogrodzenie i wtargnęły na teren Trybunału. Policja zapowiedziała prowadzenie czynności w kierunku naruszenia art. 193 Kodeksu karnego, dotyczącego między innymi bezprawnego wtargnięcia na cudzy teren.

Zasadnicze znaczenie ma tutaj oddzielenie dwóch spraw. Policja ma obowiązek reagować na zagrożenia bezpieczeństwa niezależnie od tego, kto uczestniczy w sporze politycznym. Jej obecność przed budynkiem nie przesądza jednak o tym, kto jest uprawniony do kierowania Trybunałem. Tej kwestii nie można rozstrzygnąć ani obecnością funkcjonariuszy, ani liczbą protestujących.

Co dokładnie podpisała Anna Korwin-Piotrowska?

W dwóch zarządzeniach datowanych na 30 października 2026 roku Anna Korwin-Piotrowska zdecydowała o natychmiastowej miesięcznej przerwie w czynnościach służbowych Bogdana Święczkowskiego oraz Bartłomieja Sochańskiego.

Podstawą wskazaną w dokumentach jest między innymi art. 130 § 1 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, stosowany, według przyjętej przez nią interpretacji, do sędziów TK poprzez odpowiednie odesłania ustawowe. Przepis przewiduje możliwość natychmiastowego odsunięcia sędziego od obowiązków, gdy wymaga tego powaga sądu lub istotne interesy służby. Takie rozwiązanie ma charakter tymczasowy i nie jest równoznaczne z prawomocnym orzeczeniem odpowiedzialności dyscyplinarnej.

W uzasadnieniach Korwin-Piotrowska zarzuca Święczkowskiemu niedopuszczanie do orzekania części sędziów wybranych w 2026 roku przez Sejm, niewłaściwe ustalanie składów orzekających oraz brak działań zmierzających do rozpoznawania od lat oczekujących spraw. Jako przykład wskazano między innymi postępowanie dotyczące prawa do strajku pracowników zatrudnionych w organach władzy publicznej oraz sprawy podatkowe.

W dokumentach znalazły się także zarzuty dotyczące organizacji pracy Trybunału i jego finansowania. Zdaniem Korwin-Piotrowskiej niedopuszczenie części sędziów do udziału w Zgromadzeniu Ogólnym uniemożliwiło prawidłowe uchwalenie projektu dochodów i wydatków TK na 2027 rok, stwarzając zagrożenie dla funkcjonowania instytucji.

Bartłomiejowi Sochańskiemu zarzucono przede wszystkim brak reakcji na działania prezesa oraz współodpowiedzialność za nieprawidłowości w organizacji pracy Trybunału. W uzasadnieniu pojawiły się również zastrzeżenia dotyczące jego udziału w niektórych składach orzekających i sposobu prowadzenia spraw.

Korwin-Piotrowska powołała się ponadto na art. 12 ust. 4 w związku z art. 11 ust. 2 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym. Argumentuje, że jako osoba posiadająca najdłuższy staż zawodowy spośród sędziów TK może zastępować prezesa w sytuacji, w której ten nie może wykonywać swoich obowiązków.

Za początek swojego stażu przyjęła 1 września 1995 roku, kiedy rozpoczęła aplikację sądową. W dokumentach wyjaśniono także, dlaczego według przyjętego sposobu obliczania stażu wyprzedza sędziego Wojciecha Sycha.

Zarządzenia przewidują zawiadomienie właściwego sądu dyscyplinarnego, który miałby zdecydować o dalszym zawieszeniu sędziów albo uchyleniu przerwy w ich czynnościach.

Istotne jest jednak, że wszystkie wymienione zarzuty stanowią argumentację zawartą w dokumentach podpisanych przez Annę Korwin-Piotrowską. Samo wydanie zarządzeń nie dowodzi, że wskazane naruszenia zostały ostatecznie stwierdzone przez niezależny organ. Nie przesądza też automatycznie o bezsporności jej kompetencji do wydania tych decyzji.

W piątek prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował dodatkowo o przekazaniu pięciu wniosków dotyczących uchylenia immunitetów – czterech odnoszących się do Bogdana Święczkowskiego i jednego do Bartłomieja Sochańskiego. Złożenie takich wniosków również nie oznacza stwierdzenia winy.

Konflikt, który rozpoczął się w 2015 roku

Aby zrozumieć wydarzenia z 30 października, konieczne jest cofnięcie się do jesieni 2015 roku. To właśnie wtedy rozpoczął się spór, którego skutki pozostają widoczne do dziś.

Przed końcem kadencji Sejmu większość tworzona przez Platformę Obywatelską i Polskie Stronnictwo Ludowe wybrała pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Problem polegał na tym, że w przypadku dwóch z nich wakaty miały powstać już w trakcie kolejnej kadencji parlamentu.

Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 3 grudnia 2015 roku uznał, że wybór trzech sędziów na miejsca zwalniane w czasie kadencji dotychczasowego Sejmu miał podstawę konstytucyjną, natomiast wybór dwóch pozostałych był niezgodny z Konstytucją.

Oznaczało to, że także obóz PO–PSL podjął wówczas decyzję wykraczającą poza przysługujący mu zakres uprawnień. Nie można pomijać tego faktu w analizie genezy kryzysu.

Po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości nowa większość parlamentarna zakwestionowała jednak wybór wszystkich pięciu osób, również trzech wybranych zgodnie z Konstytucją. Sejm wybrał kolejnych kandydatów, a prezydent Andrzej Duda odebrał od nich ślubowanie, odmawiając przyjęcia go od trzech prawidłowo wybranych wcześniej sędziów.

W ten sposób powstał problem tak zwanych sędziów dublerów – osób wybranych na miejsca, które zostały już prawidłowo obsadzone. Skutki tych decyzji były następnie przedmiotem orzeczeń sądów międzynarodowych.

W maju 2021 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Xero Flor przeciwko Polsce stwierdził naruszenie prawa do sądu ustanowionego ustawą w związku z udziałem osoby nieprawidłowo wybranej do TK.

Dalsze lata przyniosły kolejne konflikty o skład Trybunału, sposób powoływania jego władz oraz publikowanie orzeczeń. W 2016 roku, w okresie rządów PiS, doszło do odmowy publikacji części rozstrzygnięć TK. Pod koniec tego samego roku prezesem została Julia Przyłębska, której wybór i późniejsze kierowanie instytucją były przedmiotem sporów prawnych i politycznych.

Trybunał coraz częściej znajdował się w centrum konfliktów dotyczących najważniejszych decyzji państwa, w tym zmian w sądownictwie oraz przepisów regulujących dopuszczalność przerywania ciąży. Jednocześnie narastały zastrzeżenia dotyczące niezależności niektórych sędziów i sposobu organizowania pracy instytucji.

Po zmianie rządu w grudniu 2023 roku nowa większość parlamentarna zapowiedziała przywrócenie praworządności. W marcu 2024 roku Sejm przyjął uchwałę dotyczącą skutków kryzysu konstytucyjnego z lat 2015–2023, kwestionując prawidłowość części wcześniejszych rozstrzygnięć personalnych.

Rząd Donalda Tuska przestał także publikować część orzeczeń Trybunału, wskazując na problemy z prawidłowością jego składów. Takie postępowanie samo wywołało spór konstytucyjny, ponieważ art. 190 Konstytucji przewiduje ogłaszanie orzeczeń TK we właściwych dziennikach urzędowych.

W 2024 roku przygotowano i uchwalono również ustawy zmierzające do reformy Trybunału. Nie weszły one jednak w życie po skierowaniu ich przez prezydenta Andrzeja Dudę do kontroli konstytucyjnej.

Zmiana władzy nie zakończyła więc kryzysu. Zmieniła przede wszystkim układ polityczny i instytucjonalny, w którym każda ze stron zaczęła bronić własnej interpretacji skutków wcześniejszych wydarzeń.

Po której stronie znajdują się politycy?

Bogdan Święczkowski jest postacią od wielu lat silnie związaną ze środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości. W przeszłości kierował Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego, kandydował z listy PiS do Sejmu, był wiceministrem sprawiedliwości, a następnie prokuratorem krajowym i zastępcą prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. W lutym 2022 roku został wybrany do Trybunału przez Sejm, w którym większość miało PiS. Na stanowisko prezesa TK powołał go w grudniu 2024 roku prezydent Andrzej Duda, wywodzący się z tego samego obozu politycznego. Miało to miejsce już po utracie władzy rządowej przez PiS.

Również Bartłomiej Sochański ma udokumentowaną przeszłość polityczną. Był związany z samorządem Szczecina, wstąpił do Prawa i Sprawiedliwości, kandydował z poparciem tej partii w wyborach samorządowych i pełnił mandat radnego. W kwietniu 2020 roku został wybrany na sędziego TK głosami posłów PiS, a w lutym 2025 roku prezydent Andrzej Duda powołał go na wiceprezesa Trybunału.

W obu przypadkach związki ze środowiskiem PiS są zatem faktem wynikającym z przebiegu ich kariery publicznej. Nie oznacza to jednak, że każdą decyzję podejmowaną przez tych sędziów można automatycznie uznać za realizację poleceń partyjnych.

Anna Korwin-Piotrowska ma inny życiorys zawodowy. Jej kariera związana była przede wszystkim z sądownictwem powszechnym. W okresie kierowania Ministerstwem Sprawiedliwości przez Zbigniewa Ziobrę została w 2017 roku odwołana z funkcji wiceprezesa Sądu Okręgowego w Opolu. W październiku 2024 roku minister sprawiedliwości Adam Bodnar powołał ją na stanowisko prezesa tego sądu.

Jej kandydatura do TK uzyskała jednak wyraźne poparcie obecnej większości parlamentarnej. 13 marca 2026 roku za jej wyborem głosowało 236 posłów, a przeciw było 185. Poparły ją między innymi kluby Koalicji Obywatelskiej, PSL, Lewicy, Polski 2050 oraz Centrum. Przeciw głosowali posłowie PiS i Konfederacji.

Podział widoczny podczas głosowania znalazł odzwierciedlenie we wczorajszych wydarzeniach.

Działania Korwin-Piotrowskiej zostały politycznie wsparte przez przedstawicieli obozu rządzącego. Premier Donald Tusk mówił o konieczności przywracania rządów prawa po latach rządów PiS, a prokurator generalny Waldemar Żurek wskazywał na potrzebę przywrócenia właściwego funkcjonowania Trybunału.

Z kolei politycy PiS, część Konfederacji oraz prezydent Karol Nawrocki zdecydowanie zakwestionowali próbę odsunięcia Święczkowskiego i Sochańskiego. Wystąpienia publiczne przedstawicieli tych środowisk wskazywały, że uznają działania Korwin-Piotrowskiej za próbę bezprawnego przejęcia instytucji.

Tak wyraźne zaangażowanie polityków po obu stronach nie służy odbudowie społecznego przekonania, że Trybunał działa niezależnie od bieżącej większości parlamentarnej. Jednocześnie polityczne poparcie dla konkretnego sędziego nie jest jeszcze dowodem jego osobistej zależności od polityków. O niezawisłości należy wnioskować przede wszystkim z działań i sposobu wykonywania urzędu.

Rok 2026 i kolejny konflikt o ślubowanie sędziów

Bezpośrednią przyczyną obecnego sporu są wydarzenia związane z obsadzaniem wakatów w Trybunale Konstytucyjnym.

13 marca 2026 roku Sejm wybrał sześciu sędziów TK, wśród nich Annę Korwin-Piotrowską. Prezydent Karol Nawrocki 1 kwietnia odebrał ślubowanie od dwojga wybranych – Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka. Nie zdecydował się natomiast na przyjęcie ślubowania od pozostałej czwórki.

Prezydencki obóz wskazywał na wątpliwości dotyczące procedury wyboru i obsadzania wakatów. Większość sejmowa argumentowała z kolei, że prezydent nie ma prawa samodzielnie decydować, którzy spośród prawidłowo wybranych sędziów mogą objąć urząd.

9 kwietnia pozostali czterej sędziowie złożyli ślubowanie podczas uroczystości w Sejmie. Odczytali i podpisali jego treść w obecności notariusza, a dokumenty zostały skierowane do prezydenta. Karola Nawrockiego nie było podczas tej uroczystości.

Z punktu widzenia obecnego kierownictwa TK takie ślubowanie nie spełnia ustawowego wymogu złożenia go w obecności prezydenta. Strona sejmowa uznaje natomiast, że odmowa przyjęcia ślubowania przez głowę państwa nie może prowadzić do trwałego zablokowania wykonywania obowiązków przez osoby wybrane zgodnie z Konstytucją.

Konflikt pogłębił się po wyborze kolejnego sędziego – Macieja Berka – we wrześniu 2026 roku. Również w tym przypadku doszło do złożenia ślubowania w Sejmie bez udziału prezydenta, tym razem 14 października.

W międzyczasie, 12 maja 2026 roku, Trybunał w składzie z udziałem Bogdana Święczkowskiego i Bartłomieja Sochańskiego wydał wyrok w sprawie K 3/26, kwestionując wykładnię przepisów nakładającą na prezydenta obowiązek odebrania ślubowania. Dwóch sędziów zgłosiło zdania odrębne. Również prawidłowość składu i przebieg tego postępowania są przedmiotem sporu.

Istotne stanowisko zajęły także instytucje międzynarodowe. Europejski Trybunał Praw Człowieka 5 maja 2026 roku zastosował środek tymczasowy dotyczący niedopuszczanych do obowiązków sędziów. Zobowiązał polskie władze do powstrzymania się od utrudniania im obejmowania i wykonywania czynności sędziowskich. Nie było to jednak ostateczne orzeczenie rozstrzygające wszystkie aspekty sporu.

W październiku 2026 roku Komisja Wenecka przedstawiła opinię dotyczącą uprawnień prezydenta przy przyjmowaniu ślubowania od sędziów TK. Uznała, że Konstytucja przyznaje kompetencję wyboru sędziów Sejmowi, natomiast udział prezydenta w ślubowaniu wynika z ustawy i nie daje głowie państwa swobody zatwierdzania albo odrzucania sejmowego wyboru.

Komisja dopuściła również możliwość skutecznego złożenia ślubowania bez fizycznego udziału prezydenta w wyjątkowej sytuacji jego nieuzasadnionej odmowy, pod warunkiem zachowania istotnych elementów procedury, w tym odpowiedniej formy, udokumentowania czynności i przekazania ślubowania głowie państwa.

To ważny argument przemawiający przeciwko traktowaniu udziału prezydenta w uroczystości jako nieograniczonego prawa weta wobec decyzji Sejmu. Opinia Komisji Weneckiej nie jest jednak prawomocnym wyrokiem rozstrzygającym wszystkie konsekwencje polskiego konfliktu, a tym bardziej nie stanowi automatycznej podstawy do dowolnego odsuwania innych sędziów od obowiązków.

Czy Anna Korwin-Piotrowska mogła odsunąć prezesa i wiceprezesa TK?

To jedno z najważniejszych pytań wynikających z wydarzeń 30 października. Nie można go rozstrzygnąć wyłącznie na podstawie przekonania jednej ze stron o słuszności jej działań.

Korwin-Piotrowska powołuje się na przepisy dotyczące zastępowania prezesa Trybunału przez sędziego posiadającego najdłuższy staż oraz na regulację umożliwiającą zarządzenie natychmiastowej przerwy w czynnościach służbowych sędziego.

Problem polega na tym, że te przepisy nie rozstrzygają w sposób bezsporny sytuacji, w której urzędujący prezes nie uznaje kompetencji osoby próbującej go odsunąć, a jednocześnie kwestionuje jej status jako sędziego Trybunału.

Art. 12 ust. 4 ustawy o organizacji TK dotyczy zastępowania prezesa w określonych okolicznościach. Sporne pozostaje, czy można na jego podstawie samodzielnie uznać, że dotychczasowy prezes powinien zostać zastąpiony, a następnie wydać wobec niego zarządzenie o przerwie w czynnościach.

Dodatkowe wątpliwości wiążą się ze stosowaniem art. 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych do osób stojących na czele Trybunału Konstytucyjnego. W samych sądach powszechnych przepisy rozróżniają kompetencje do odsuwania sędziów i prezesów. Zastosowanie tych rozwiązań do TK wymaga więc szczególnie starannej analizy, uwzględniającej konstytucyjną odrębność tej instytucji.

Stanowisko Korwin-Piotrowskiej ma rozbudowane uzasadnienie prawne, ale samo sporządzenie takiego uzasadnienia nie usuwa wątpliwości co do przyjętej interpretacji.

Nie oznacza to również, że Bogdan Święczkowski może uznawać za nieważne wszystkie działania innych organów wyłącznie dlatego, że nie zgadza się z ich oceną prawa. Wcześniejsze orzeczenia dotyczące obsady TK oraz stanowisko Komisji Weneckiej nakazują poważnie traktować zarzut blokowania przez prezydenta możliwości wykonywania obowiązków przez sędziów wybranych przez Sejm.

A co na to wszystko Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego?

Do wydarzeń z 30 października odniósł się również Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński, który stanowczo zakwestionował podstawy prawne zarządzeń wydanych przez Annę Korwin-Piotrowską. Jego zdaniem przepisy, na które się powołała, nie przyznają jej kompetencji do odsunięcia prezesa i wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego od obowiązków. Kapiński wyraził także sprzeciw wobec angażowania policji w konflikt dotyczący organu konstytucyjnego. Jest to jednak jego osobiste stanowisko, a nie orzeczenie Sądu Najwyższego.

Jednocześnie sam status Kapińskiego w SN pozostaje przedmiotem kontrowersji. W czerwcu 2022 roku został powołany na sędziego Sądu Najwyższego przez prezydenta Andrzeja Dudę na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej po reformie przeprowadzonej przez PiS w 2017 roku. Sposób powoływania członków tej Rady był wielokrotnie kwestionowany w orzecznictwie sądów polskich i europejskich ze względu na wątpliwości dotyczące jej niezależności od władzy politycznej.

Co istotne, 30 lipca 2025 roku Sąd Najwyższy wyłączył Kapińskiego z orzekania w konkretnej sprawie, wskazując na wadliwość procedury jego powołania i konieczność zagwarantowania prawa do niezależnego sądu. W maju 2026 roku Kapiński został powołany na Pierwszego Prezesa SN przez prezydenta Karola Nawrockiego, po procedurze wyboru kandydatów, w której nie uczestniczyła część sędziów kwestionujących nominacje dokonane z udziałem nowej KRS. Sam Kapiński nie podziela zarzutów dotyczących prawidłowości takich powołań.

Ocena postępowania Anny Korwin-Piotrowskiej

Anna Korwin-Piotrowska, podpisując dwa zarządzenia, podejmowała decyzje o nadzwyczajnym znaczeniu dla funkcjonowania jednej z najważniejszych instytucji państwa. Dokumenty mają wielostronicowe uzasadnienia, zawierają konkretne zarzuty i wskazują przepisy, które w jej ocenie pozwalają na odsunięcie prezesa i wiceprezesa.

Trudno zatem traktować wydarzenia z 30 października jako niezamierzony skutek zwykłych czynności administracyjnych. Korwin-Piotrowska wiedziała, że podpisuje dokumenty, których skutkiem ma być zmiana kierownictwa Trybunału. Wiedziała również o trwającym konflikcie dotyczącym jej statusu i o protestach organizowanych przed budynkiem.

Własne pismo skierowane do policji pokazuje, że przewidywała możliwość wystąpienia zagrożeń dla bezpieczeństwa. To pozwala stwierdzić, że ryzyko eskalacji zostało dostrzeżone jeszcze przed wykonaniem zaplanowanych działań.

Nie daje jednak podstaw do twierdzenia, że celem wezwania policji było celowe sprowokowanie protestujących, wywołanie zamieszek lub wykorzystanie funkcjonariuszy do siłowego przejęcia Trybunału. Takich intencji nie potwierdzają przedstawione dokumenty ani oficjalne informacje o przebiegu policyjnego zabezpieczenia.

Sam wniosek o zapewnienie bezpieczeństwa nie jest działaniem nagannym. Sędzia podejmująca czynności w sytuacji znacznego napięcia ma prawo obawiać się o bezpieczeństwo osób znajdujących się w budynku. Późniejsze incydenty, w tym wtargnięcie trzech osób na teren TK, potwierdzają, że zagrożenie zakłóceniem porządku nie było wyłącznie hipotetyczne.

Odrębnej oceny wymaga jednak polityczna i instytucjonalna odpowiedzialność za sposób przeprowadzenia całej operacji.

Wydanie zarządzeń o odsunięciu dwóch najważniejszych osób w kierownictwie TK, przy jednoczesnej obecności policji i trwających protestach, musiało spotkać się ze zdecydowanym sprzeciwem środowisk politycznych wspierających Święczkowskiego. Podjęcie tak daleko idących działań bez uprzedniego uzyskania szerzej akceptowanego rozstrzygnięcia prawnego oznaczało wysokie ryzyko dalszego pogłębienia konfliktu.

Z drugiej strony trudno oczekiwać, że problem zostanie rozwiązany wyłącznie poprzez utrzymywanie dotychczasowego stanu, jeżeli część sędziów wybranych przez Sejm pozostaje niedopuszczona do orzekania, a kierownictwo TK odmawia uznania ich statusu. Przedłużanie takiej sytuacji również rodzi poważne pytania o poszanowanie konstytucyjnych kompetencji parlamentu i ciągłość działania instytucji.

Nie bez znaczenia pozostaje również postawa polityków, którzy pojawili się przed Trybunałem. Publiczne oskarżenia o zamach stanu, demonstracyjne próby przedostania się na teren instytucji i przedstawianie przeciwników jako osób z definicji działających bezprawnie zwiększały napięcie.

Podobnie wypowiedzi przedstawicieli obozu rządzącego, traktujących piątkowe wydarzenia jako element zdecydowanego przywracania praworządności, nie mogą zastępować szczegółowej odpowiedzi na pytanie, czy zastosowane instrumenty prawne były właściwe.

W przypadku tak poważnych działań cel nie może automatycznie usprawiedliwiać każdego środka. Przywracanie zgodności funkcjonowania państwa z Konstytucją samo musi odbywać się z poszanowaniem reguł kompetencyjnych i praw procesowych.

Jednocześnie nie wszystkie działania obu stron są prawnie równoważne. Nieprawidłowości dotyczące obsady Trybunału po 2015 roku były przedmiotem konkretnych orzeczeń, w tym Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Z kolei skuteczność zarządzeń podpisanych przez Korwin-Piotrowską 30 października 2026 roku wymaga odrębnej oceny. Polityczna potrzeba zachowania bezstronności nie oznacza, że należy pomijać istniejące ustalenia sądów.

Największą słabością obecnej sytuacji jest brak wspólnego, uznawanego przez strony sposobu rozwiązania sporu. Każdy obóz powołuje się na Konstytucję, ustawy i orzeczenia, lecz w praktyce nie akceptuje tych interpretacji, które podważają jego własne stanowisko.

W takich warunkach nawet działanie podejmowane z deklarowanym zamiarem naprawy instytucji może prowadzić do kolejnego etapu jej paraliżu.

Kto ponosi konsekwencje konfliktu o Trybunał?

W sporze politycznym najwięcej uwagi poświęca się nazwiskom, kompetencjom prezydenta i prezesa TK, statusowi sędziów oraz temu, kto ma prawo wejść do budynku przy alei Szucha.

Znacznie mniej miejsca zajmuje sytuacja obywateli, dla których Trybunał Konstytucyjny został powołany.

To właśnie ta instytucja ma badać zgodność ustaw z Konstytucją, rozpatrywać skargi konstytucyjne oraz chronić jednostkę przed działaniem przepisów naruszających jej podstawowe prawa.

Przedłużający się konflikt oznacza problemy z prawidłową obsadą składów orzekających, rozpoznawaniem spraw, wykonywaniem orzeczeń i zapewnieniem stabilności prawnej. Obywatel, którego sytuacja zależy od rozstrzygnięcia Trybunału, nie powinien być zmuszony do ustalania, czy wyrok został wydany przez skład uznawany przez aktualną większość parlamentarną albo przez polityczną opozycję.

Spór o projekt budżetu na 2027 rok pokazuje również, że konflikt może wykraczać poza działalność orzeczniczą i wpływać na administracyjne funkcjonowanie całej instytucji. Na obecnym etapie nie oznacza to jednak, że Trybunał na pewno pozostanie bez finansowania. Jest to zagrożenie wskazane w dokumentach Korwin-Piotrowskiej, a nie przesądzony skutek.

Historia od 2015 roku pokazuje, że kolejne większości parlamentarne próbowały rozwiązywać problem TK przede wszystkim w warunkach politycznej konfrontacji. Najpierw pojawiły się decyzje dotyczące wyboru sędziów wykraczające poza kadencję Sejmu. Później nastąpiło zakwestionowanie prawidłowych wyborów, obsadzenie spornych miejsc i wieloletnia walka o kierownictwo oraz orzecznictwo Trybunału. Po zmianie rządu nie udało się doprowadzić do uznawanego przez wszystkie organy państwa rozwiązania tego kryzysu.

Nie znaczy to, że polityczne porozumienie powinno zastąpić obowiązujące prawo lub unieważnić wcześniejsze wyroki. Oznacza natomiast, że trwałe wyjście z konfliktu wymaga uznania konstytucyjnych granic kompetencji poszczególnych organów, wykonania wiążących orzeczeń oraz stworzenia procedur, które nie pozwolą ponownie blokować działalności Trybunału.

W opinii Komisji Weneckiej z października 2026 roku szczególny nacisk położono właśnie na potrzebę lojalnej współpracy organów konstytucyjnych i ustanowienia mechanizmów zapobiegających blokowaniu ich działania. To podejście zasadniczo różni się od sytuacji, w której każda ze stron jednostronnie ogłasza własne rozstrzygnięcie za ostateczne.

Wydarzenia z 30 października nie dowodzą, że wszyscy sędziowie TK są podporządkowani politykom. Pokazują jednak, że działalność Trybunału pozostaje silnie uzależniona od konfliktu między obozami politycznymi, a poparcie udzielane poszczególnym sędziom utrudnia odbudowę zaufania do ich niezależności.

Trybunał Konstytucyjny nie jest instytucją należącą do rządu, opozycji ani prezydenta. Jego zadaniem nie jest utrwalanie przewagi politycznej którejkolwiek ze stron, lecz kontrolowanie działań wszystkich organów władzy w granicach wyznaczonych przez Konstytucję.

Piątkowe wydarzenia pokazały, jak daleko polski Trybunał oddalił się od sytuacji, w której jego autorytet pozwalałby rozstrzygać najtrudniejsze spory prawne bez konieczności angażowania polityków i policji. Dopóki strony będą traktowały własną interpretację prawa jako wystarczające uzasadnienie każdej kolejnej decyzji, spór będzie się odnawiał – niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę.

Politycy wszystkich stron, zamiast wygaszać konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego i szukać porozumienia, nieustannie go zaostrzają, wciągając całe społeczeństwo w swoje polityczne wojny i walkę o wpływy. Najwyższą cenę za te rozgrywki płacą jednak nie politycy, lecz obywatele – ci sami, którzy mają prawo oczekiwać od Trybunału Konstytucyjnego niezależności, stabilności i skutecznej ochrony swoich praw, a nie kolejnej instytucji uwikłanej w partyjne konflikty.

Zobacz wideo

Podobne artykuły