Sprawa Dawida Kacprzyka, radnego dzielnicy Ursus i lekarza związanego z warszawskimi placówkami medycznymi, wywołała szeroką dyskusję po ujawnieniu jego oświadczenia majątkowego za 2025 rok. Z dokumentu wynika, że z działalności gospodarczej polegającej na świadczeniu usług medycznych miał osiągnąć blisko 1,6 mln zł przychodu i dochodu. Po publikacjach dotyczących jego pracy ruszyły kontrole, a Marcin Kierwiński poinformował o przyjęciu rezygnacji Kacprzyka z członkostwa w Platformie Obywatelskiej.
Dawid Kacprzyk jest radnym dzielnicy Ursus. Został wybrany w wyborach samorządowych w 2024 roku z listy Koalicji Obywatelskiej. Obecna kadencja jest jego drugą kadencją w radzie dzielnicy.
Kontrowersje wokół radnego zaczęły się po analizie jego oświadczenia majątkowego za 2025 rok. W dokumencie Kacprzyk wykazał niemal 1,6 mln zł z działalności gospodarczej polegającej na świadczeniu usług medycznych. Kwota została wskazana jako przychód i dochód. Dla porównania rok wcześniej z indywidualnej praktyki lekarskiej miał wykazać niespełna 86 tys. zł.
Kacprzyk jest lekarzem w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Najwięcej pytań pojawiło się w związku z jego pracą w Warszawskim Szpitalu Południowym, gdzie miał pełnić funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i udzielać świadczeń medycznych.
Z informacji przekazywanych przez placówkę wynika, że w 2025 roku lekarz miał wypracować łącznie 3976 godzin na podstawie umów cywilnoprawnych i kontraktowych. Oznacza to średnio około 331 godzin miesięcznie. Szpital wskazywał, że Kacprzyk nie był w tym czasie zatrudniony na umowę o pracę, a jego zadania obejmowały zarówno koordynowanie pracy SOR, jak i udzielanie świadczeń zdrowotnych, również w ramach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej.
Placówka tłumaczyła również, że stawka godzinowa została ustalona w ramach jawnego konkursu. Według szpitala Dawid Kacprzyk był jedyną osobą, która przystąpiła do postępowania obejmującego udzielanie świadczeń zdrowotnych w SOR oraz koordynowanie pracy oddziału. Szpital oceniał, że zaproponowana stawka była rynkowa i nie odbiegała od stawek stosowanych w innych warszawskich szpitalnych oddziałach ratunkowych.
Wątpliwości wzbudziły jednak nie tylko same zarobki, ale także organizacja pracy oraz liczba godzin wykazywanych w grafikach. Z publikowanych informacji wynikało, że w części miesięcy lekarz miał pracować po kilkanaście godzin dziennie, a niektóre dyżury miały obejmować bardzo długie okresy. Pojawiły się też pytania o możliwość łączenia obowiązków w szpitalu z aktywnością samorządową i polityczną.
Do sprawy odniosła się Naczelna Izba Lekarska. Jej rzecznik przekazał, że wszczęto postępowanie w sprawie podejrzenia opuszczenia dyżuru przez Dawida Kacprzyka. Na tym etapie analizowane mają być dokumenty, a zakres postępowania może zostać rozszerzony, jeśli pojawią się nowe ustalenia.
Reakcję zapowiedziały również władze Warszawy. Prezydent Rafał Trzaskowski poinformował o pilnym audycie w Warszawskim Szpitalu Południowym. Kontrola ma dotyczyć nieprawidłowości wskazywanych w publikacjach, w szczególności organizacji pracy i harmonogramów dyżurów. Zapowiedziano także sprawdzenie pozostałych oddziałów ratunkowych w miejskich szpitalach w Warszawie.
Sprawą zajmuje się również Narodowy Fundusz Zdrowia. Kontrola ma wyjaśnić, czy świadczenia były realizowane i rozliczane prawidłowo oraz czy dokumentacja odpowiadała rzeczywistej organizacji pracy.
Polityczne konsekwencje sprawy pojawiły się 15 czerwca. Marcin Kierwiński poinformował, że przyjął rezygnację Dawida Kacprzyka z członkostwa w Platformie Obywatelskiej. Decyzja ta zapadła po narastającej dyskusji wokół wysokości zarobków radnego oraz jego pracy w placówkach medycznych.
Na razie nie ma końcowych wyników audytu miasta, kontroli NFZ ani postępowania prowadzonego przez samorząd lekarski. Od ich ustaleń będzie zależała dalsza ocena sprawy, w tym odpowiedź na pytania dotyczące grafików dyżurów, rozliczania świadczeń i łączenia pracy lekarza z pełnieniem funkcji publicznej.


