Warszawski Szpital Południowy znalazł się w centrum medialnych doniesień dotyczących możliwych nieprawidłowości w działaniu Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Sprawa dotyczy zarzutów o preferencyjne traktowanie wybranych pacjentów, organizacji dyżurów lekarskich oraz funkcjonowania SOR pod nadzorem dotychczasowego koordynatora. Po publikacjach medialnych kontrole w placówce rozpoczęły m.in. Urząd m.st. Warszawy i Narodowy Fundusz Zdrowia, a sprawą zajęła się także Naczelna Izba Lekarska. Czynności sprawdzające z urzędu podjęła również Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Warszawski Szpital Południowy przy ul. rtm. Witolda Pileckiego 99 na Ursynowie znalazł się pod lupą po serii publikacji dotyczących funkcjonowania tamtejszego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. W doniesieniach medialnych opisano możliwe nieprawidłowości związane z przyjmowaniem pacjentów, organizacją pracy oddziału oraz dyżurami lekarskimi.
Jednym z głównych wątków sprawy są zarzuty dotyczące preferencyjnego traktowania wybranych pacjentów. Według publikowanych informacji osoby powiązane politycznie, w tym politycy Koalicji Obywatelskiej oraz członkowie ich rodzin, miały być przyjmowane szybciej niż inni pacjenci oczekujący na pomoc. Opisywano również sytuacje, w których takie osoby miały oczekiwać na wyniki badań w osobnym pomieszczeniu, poza ogólnodostępną poczekalnią SOR.
Z medialnych ustaleń wynika, że pomieszczenie wskazywane jako miejsce oczekiwania dla wybranych pacjentów miało być powiązane z przyszpitalnym Warszawskim Centrum Chirurgii Kręgosłupa. W publikacjach podnoszono, że taka organizacja mogła tworzyć nieformalną ścieżkę obsługi pacjentów, niedostępną dla osób przyjmowanych w standardowym trybie.
Sprawa budzi szczególne znaczenie, ponieważ Szpitalny Oddział Ratunkowy powinien działać zgodnie z zasadami segregacji medycznej. O kolejności udzielania pomocy powinien decydować stan zdrowia pacjenta, a nie jego funkcja publiczna, znajomości, przynależność polityczna lub status społeczny. Pacjenci w stanie nagłego zagrożenia życia lub zdrowia powinni otrzymywać pomoc w pierwszej kolejności.
Do sprawy odniosła się również Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która podjęła z urzędu czynności sprawdzające. Jak przekazano: „Prokuratura Okręgowa w Warszawie podjęła z urzędu czynności sprawdzające w sprawie: podejrzenia stworzenia systemu przyjmowania pacjentów w SOR Szpitala Południowego w Warszawie opartego na przesłankach pozamedycznych, sprzecznych z zasadami triażu, co mogło narazić innych pacjentów SOR na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, tj. w zakresie czynu z art. 160 § 1 kk oraz w sprawie poświadczania nieprawdy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej na dokumentacji poświadczającej czas wykonywaj pracy w SOR Szpitala Południowego w Warszawie, tj. o czyn z art. 271 § 3 kk.”.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie podjęła z urzędu czynności sprawdzające w sprawie: podejrzenia stworzenia systemu przyjmowania pacjentów w SOR Szpitala Południowego w Warszawie opartego na przesłankach pozamedycznych, sprzecznych z zasadami triażu, co mogło narazić innych… pic.twitter.com/5P6vgcRB6Q
— Prokuratura Okręgowa w Warszawie (@Prok_Okreg_Wawa) June 17, 2026
Oznacza to, że prokuratura sprawdza dwa zasadnicze wątki. Pierwszy dotyczy podejrzenia stworzenia systemu przyjmowania pacjentów na SOR według kryteriów innych niż medyczne, co mogło być sprzeczne z zasadami triażu i mogło narażać innych pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Drugi obejmuje podejrzenie poświadczania nieprawdy w dokumentacji dotyczącej czasu wykonywania pracy na SOR w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
Drugi istotny wątek dotyczy Dawida Kacprzyka, lekarza i radnego dzielnicy Ursus, który pełnił funkcję koordynatora SOR w Szpitalu Południowym. Z informacji podawanych publicznie wynika, że w 2025 roku miał osiągnąć około 1,6 mln zł dochodu z pracy lekarskiej. Szpital przekazywał, że w tym samym roku Kacprzyk wypracował w placówce 3976 godzin, co oznacza średnio 331 godzin miesięcznie.
W publikacjach medialnych wskazywano, że część dyżurów wpisanych w grafik mogła pokrywać się z innymi aktywnościami publicznymi lekarza, w tym udziałem w wydarzeniach politycznych, posiedzeniami rady dzielnicy lub występami medialnymi. Opisywano także bardzo długie ciągi dyżurowe, w tym pracę przez kilka dób z rzędu. Te informacje stały się podstawą do pytań o realność grafików, faktyczną obecność lekarza na oddziale oraz bezpieczeństwo pacjentów.
Sprawą zajęła się Naczelna Izba Lekarska. Samorząd lekarski ma sprawdzać dokumenty i ustalać, czy mogło dojść do opuszczenia dyżuru przez lekarza wpisanego w grafik. W przypadku SOR obecność lekarza na miejscu ma kluczowe znaczenie, ponieważ pacjenci trafiający na oddział mogą wymagać natychmiastowej pomocy.
Pytania pojawiły się również wokół samego powierzenia funkcji koordynatora SOR. W mediach wskazywano, że Dawid Kacprzyk miał być w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Wątpliwości dotyczyły tego, czy osoba bez zakończonej specjalizacji powinna pełnić funkcję kierowniczą na tak wymagającym oddziale. Sam fakt pełnienia takiej funkcji nie przesądza jednak o przewinieniu zawodowym, a ocena tej kwestii należy do właściwych instytucji.
Po medialnych doniesieniach prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zlecił pilny audyt w Szpitalu Południowym. Zapowiedziano także kontrole w pozostałych miejskich szpitalach, w których funkcjonują SOR-y. Chodzi o Szpital Praski, Szpital Czerniakowski, Szpital Wolski i Szpital Bielański.
Kontrolę w Warszawskim Szpitalu Południowym rozpoczął również Narodowy Fundusz Zdrowia. Działania NFZ mają obejmować m.in. weryfikację spełnienia wymogów dotyczących personelu lekarskiego w szpitalnym oddziale ratunkowym. Kontrolerzy mają sprawdzić, czy obsada oddziału była zgodna z wymaganiami oraz czy sposób organizacji pracy SOR odpowiadał standardom finansowania świadczeń ze środków publicznych.
Szpital Południowy odniósł się do sprawy, wskazując na obowiązek ochrony danych osobowych i tajemnicy medycznej. Placówka podkreśliła, że informacje dotyczące korzystania ze świadczeń zdrowotnych, w tym sam fakt objęcia pacjenta opieką, są prawnie chronione niezależnie od poglądów lub przynależności politycznej pacjenta. Szpital nie przedstawił jednak szczegółowego odniesienia do zarzutów dotyczących rzekomego preferencyjnego traktowania wybranych osób.
W środę 17 czerwca pojawiła się informacja, że Warszawski Szpital Południowy wypowiedział umowy zawarte z Dawidem Kacprzykiem. Wcześniej podano również, że Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, a rezygnacja została przyjęta przez szefa warszawskich struktur ugrupowania Marcina Kierwińskiego.
Na obecnym etapie kluczowe będą wyniki kontroli prowadzonych przez NFZ, Urząd m.st. Warszawy, czynności Naczelnej Izby Lekarskiej oraz działania sprawdzające prokuratury. To one mają wyjaśnić, czy na SOR w Szpitalu Południowym rzeczywiście dochodziło do preferencyjnego traktowania wybranych pacjentów, czy grafiki dyżurów odpowiadały rzeczywistej pracy lekarza oraz czy organizacja oddziału zapewniała pacjentom równy dostęp do świadczeń.
Sprawa ma znaczenie nie tylko polityczne, ale przede wszystkim organizacyjne, prawne i systemowe. Dotyczy zasad działania publicznego SOR, przejrzystości obsady dyżurów, bezpieczeństwa pacjentów oraz zaufania do miejskich placówek ochrony zdrowia. Do czasu zakończenia kontroli i czynności sprawdzających część zarzutów pozostaje przedmiotem medialnych ustaleń, jednak reakcja instytucji pokazuje, że sprawa została potraktowana jako poważny problem wymagający wyjaśnienia.


