To nie jest niewinna zabawa, popisy przed kolegami ani materiał na media społecznościowe. To skrajnie niebezpieczne zachowanie, które może skończyć się śmiercią w kilka sekund. Do redakcji napisała czytelniczka z Wołomina, alarmując rodziców po zdjęciu, na którym młody człowiek ma podróżować uczepiony pociągu Kolei Mazowieckich. Według jej relacji chodzi o dzieci w wieku około 13–18 lat, mających jechać na zewnątrz składu w rejonie przystanku Wołomin Słoneczna.
Sprawa jest poważna, bo mowa o tzw. trainsurfingu, czyli poruszaniu się na zewnętrznych elementach pociągu – dachu, sprzęgach, stopniach lub innych częściach składu, które nie są przeznaczone dla pasażerów. To zachowanie nie ma nic wspólnego z odwagą. To bezpośrednie narażanie życia.

Czytelniczka, która zwróciła się do redakcji, nie ukrywa emocji. W przesłanej wiadomości ostrzega rodziców, że do Wołomina miała dotrzeć moda na trainsurfing. Jak relacjonuje, na zdjęciu wykonanym przy peronie Wołomin Słoneczna widać chłopców w wieku 13–15 lat, którzy mieli uczepić się na zewnątrz pociągu Kolei Mazowieckich i jechać w stronę stacji Wołomin. „Drodzy rodzice! Do Wołomina już dotarła moda trainsurfingu, na zdjęciu peron Wołomin Słoneczna i chłopcy w wieku 13–15 lat uczepieni na zewnątrz pociągu radośnie podróżują w stronę stacji Wołomin” – napisała czytelniczka.



W jej wiadomości pojawia się również informacja, że młodzież miała przygotowywać się do takich zachowań w okolicach galerii. Według relacji chodzi o czarne ubrania, kominiarki i kamery sportowe typu GoPro zakładane na głowę. To pokazuje, że nie musi być to przypadkowe wejście w niebezpieczne miejsce, ale działanie zaplanowane i nastawione na nagranie materiału.
„Policja i Straż Ochrony Kolei poinformowana, ale na pewno przegląd plecaków, zainteresowań i nagrań pociech szybciej zmniejszyłby ryzyko żałoby w naszej okolicy” – alarmuje autorka wiadomości.
Ten apel nie powinien zostać zlekceważony. 8 czerwca do końca roku szkolnego pozostało jeszcze 15 dni zajęć. To czas, w którym część rodziców może uznać, że najważniejsze szkolne obowiązki dzieci są już za nimi. Tymczasem właśnie w takich ostatnich tygodniach roku szkolnego młodzież ma więcej luzu, więcej czasu po lekcjach i często większą skłonność do ryzykownych zachowań.



Wakacje mogą tylko zwiększyć problem. W lipcu i sierpniu rodzice jeszcze trudniej kontrolują, gdzie faktycznie przebywają ich dzieci, z kim się spotykają i co nagrywają telefonami. Jeżeli ktoś dziś lekceważy takie sygnały, za kilka tygodni może już nie mieć żadnej kontroli nad tym, co dziecko robi w rejonie torów, peronów i pociągów.
Trainsurfing jest śmiertelnie niebezpieczny z kilku powodów. Pociąg porusza się z dużą prędkością, a osoba znajdująca się na zewnątrz składu nie ma żadnego zabezpieczenia. Wystarczy gwałtowne hamowanie, utrata równowagi, zahaczenie o element infrastruktury albo poślizgnięcie się na metalowej części pociągu.



Jeszcze większym zagrożeniem jest sieć trakcyjna. Do porażenia prądem nie trzeba bezpośrednio dotknąć przewodu. Wystarczy zbliżenie się na niebezpieczną odległość, aby doszło do przeskoku łuku elektrycznego. To może spowodować ciężkie poparzenia, zatrzymanie krążenia, upadek z wysokości i śmierć.
To nie są teoretyczne ostrzeżenia. Takie tragedie wydarzyły się już na Mazowszu. Opisywaliśmy przypadek 16-latka, który zginął po tym, jak miał spaść z dachu pociągu. Według ustaleń śledczych chłopak najprawdopodobniej został porażony prądem, a następnie spadł z wysokości. Wykluczono wersję, że został potrącony przez skład.
Tego samego dnia doszło również do kolejnego groźnego zdarzenia w Parzniewie w powiecie pruszkowskim. Młoda dziewczyna miała znajdować się na dachu pociągu Kolei Mazowieckich. Po zgłoszeniu skład został zatrzymany, a chwilę później służby otrzymały informację, że osoba znajdująca się na pociągu spadła. 18-latka trafiła do szpitala.
Te dwa przypadki powinny być wystarczającym ostrzeżeniem dla każdego rodzica. Jeżeli dziecko zaczyna interesować się filmami z jazdy na pociągach, pokazuje nagrania z torów, nosi kominiarkę, kamerę sportową, czarne ubrania przygotowane specjalnie na wyjścia albo znika w rejonie stacji i przystanków kolejowych, nie można tego traktować jak zwykłej młodzieżowej fascynacji. Rodzice powinni reagować natychmiast. Sprawdzenie telefonu, nagrań, rozmów, plecaka, ubrań czy miejsc, w których dziecko spędza czas, może w tej sytuacji nie być przesadą, tylko działaniem ratującym życie. Jeżeli nastolatek ryzykuje wejście na pociąg, nie ma tu miejsca na udawanie, że „to tylko wygłupy”.
Każda informacja o osobach chodzących po torach, wchodzących na pociągi, przebywających na dachach składów albo uczepionych zewnętrznych elementów wagonów powinna być natychmiast zgłaszana służbom. Chodzi o sytuacje, w których zwłoka może oznaczać śmierć dziecka.
Ten apel z Wołomina jest prosty i dosadny: rodzice muszą wiedzieć, co robią ich dzieci. Nie po fakcie, nie po tragedii i nie wtedy, gdy w sieci pojawi się kolejne nagranie. Trzeba reagować wcześniej, zanim ryzykowna „moda” skończy się kolejną żałobą.


