Spacer po zamarzniętej Wiśle w Warszawie to ryzyko, którego nie widać pod nogami

Sowa
Sowahttp://miejskireporter.pl
Wydarzenia, wypadki, pożary i inne informacje z życia Warszawy oraz bliższych i dalszych okolic.
Interwencje

W Warszawie na Wiśle pojawili się spacerowicze wchodzący na zamarzniętą rzekę, m.in. w rejonie Mostu Poniatowskiego. Służby i ratownicy podkreślają, że lód na rzece jest nieprzewidywalny, a wpadnięcie do lodowatej wody oznacza walkę z czasem i ogromne ryzyko także dla osób niosących pomoc.

W niedzielę 1 lutego 2026 na warszawskim odcinku Wisły można było zobaczyć osoby wchodzące na skutą lodem rzekę – m.in. w rejonie Mostu Poniatowskiego, gdzie część śmiałków dochodziła w stronę piaszczystej łachy pod przęsłami. Taki spacer po lodzie na rzece jest skrajnie ryzykowny, bo pod taflą wciąż pracuje nurt, a lód na Wiśle bywa nierówny i potrafi załamać się nagle, nawet jeśli z brzegu wygląda „pewnie”.

Na zamarzniętym stawie zagrożenie jest realne, ale na rzece dochodzi dodatkowy, kluczowy czynnik: przepływ wody. Nurt podmywa lód od spodu i osłabia go w sposób niewidoczny dla osób idących po powierzchni. Ratownicy wskazują, że na rzece pokrywa lodowa bywa cienka i zmienia grubość na bardzo krótkich odcinkach – kilka kroków może prowadzić z miejsca, gdzie lód jeszcze „trzyma”, w rejon przerębla albo cienkiej warstwy, która pęknie pod ciężarem człowieka.

Szczególnie zdradliwe są okolice mostów, zwężeń koryta, wystających łach i wysp oraz miejsc, gdzie woda przyspiesza albo wiruje. Na takich odcinkach lód częściej jest „przegryzany” od spodu i ma gorszą nośność. Dodatkowo – jak opisują strażacy – na wodach z prądem wytrzymałość lodu może być wyraźnie niższa niż na wodach stojących, nawet gdy na oko wygląda podobnie.

Ryzyko nie kończy się na samym załamaniu lodu. Woda w Wiśle zimą ma temperaturę bliską zera, a wychłodzenie postępuje błyskawicznie. Służby zwracają uwagę, że w takich warunkach liczą się minuty – człowiek traci siły, pojawia się problem z oddechem i koordynacją, a samodzielne wydostanie się na śliską krawędź przerębla często nie jest proste.

To dlatego ratownicy i służby porządkowe regularnie apelują, by nie wchodzić na lód – nawet wtedy, gdy na brzegu widać „spokojną” taflę. W Warszawie patrole w rejonie Wisły prowadzi m.in. Straż Miejska, która w ostatnich dniach kontrolowała nadwiślańskie odcinki właśnie pod kątem wchodzenia na kruchy lód.

W przeszłości zdarzały się zimy, kiedy Wisła w Warszawie zamarzała na tyle, że przejście na drugi brzeg po lodzie było praktykowane. Jednocześnie historyczne realia – inna skala mrozów i inny charakter zim – nie są dziś żadnym argumentem za „testowaniem” rzeki pod stopami. Nawet jeśli tafla lodowa pojawiła się na większym fragmencie, nadal nie oznacza to stabilnej, jednolitej pokrywy na całej szerokości.

Jeśli ktoś wpadnie pod lód, najważniejsze jest wezwanie pomocy i niewchodzenie na taflę bez zabezpieczenia. Strażacy podkreślają, by nie biec do poszkodowanego – lepiej zbliżać się czołgając i próbować podać długi przedmiot (szalik, gałąź, kij, sanki), a przede wszystkim jak najszybciej zadzwonić pod 112. W przypadku, gdy lód załamie się pod osobą, która znalazła się w wodzie, zalecenia służb są równie konkretne: utrzymać się na powierzchni, oprzeć ręce na lodzie, próbować „wpełznąć” na taflę, a potem oddalać się od przerębla na leżąco – czołgając się lub turlając – najlepiej tą samą drogą, którą przyszło, i jak najszybciej znaleźć ciepłe schronienie.

Wspólnie budujmy niezależne media!

Każdy, nawet najmniejszy wkład finansowy, pozwala nam na rozwój oraz podnoszenie jakości naszych materiałów. Dziękujemy!

Podobne artykuły