Kacprzyk pracuje w Jaktorowie i komentuje zarzuty. “Mam to w dupie”

Interwencje

Dawid Kacprzyk ponownie przyjmuje pacjentów – obecnie w Centrum Medycznym w Jaktorowie pod Warszawą. 21 września Kanał Zero opublikował materiał nagrany podczas wizyty jednego ze swoich pracowników, który wszedł do gabinetu z ukrytą kamerą. Lekarz mówił między innymi o aferze w Szpitalu Południowym, swoich zarobkach i Porsche.

Sprawa Kacprzyka stała się głośna w czerwcu, gdy Zero.pl opublikowało ustalenia dotyczące jego pracy w Warszawskim Szpitalu Południowym. Według portalu w 2025 roku osiągnął około 1,6 mln zł dochodu, pracując w kilku placówkach, a dokumentacja miała wskazywać między innymi na godziny dyżurów pokrywające się z jego aktywnością polityczną i medialną. Kacprzyk był wtedy radnym Ursusa związanym z Koalicją Obywatelską. Po publikacjach zrezygnował z członkostwa w KO i mandatu radnego, a jego współpraca ze Szpitalem Południowym została zakończona.

Kacprzyk skorygował również 33 faktury i przelał na rachunek Szpitala Południowego ponad 500 tys. zł. Prokuratura informowała później, że szpital nie przyjął tego rozliczenia i następnego dnia zwrócił pieniądze lekarzowi. Równolegle Najwyższa Izba Kontroli wskazała szereg nieprawidłowości w funkcjonowaniu placówki, a Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła dwa śledztwa dotyczące między innymi podejrzenia oszustwa na kwotę co najmniej 558,5 tys. zł oraz nieprawidłowości związanych z funkcjonowaniem SOR-u. Sam Kacprzyk nie usłyszał dotychczas zarzutów.

Najnowszy materiał portalu miał sprawdzić między innymi, czy lekarz rzeczywiście wrócił do przyjmowania pacjentów. Jak podaje redakcja, jej pracownik nie symulował problemów zdrowotnych – miał uraz po treningu na siłowni i rzeczywiście potrzebował konsultacji. Kacprzyk przeprowadził badanie, wskazał na możliwość ucisku nerwu i przedstawił dalsze możliwości postępowania. Zaproponował również zastrzyki przeciwbólowe, na które pacjent się nie zdecydował. W opublikowanym materiale pominięto dane wrażliwe oraz nazwy przepisanych środków.

Dopiero w dalszej części wizyty rozmowa zeszła na wydarzenia w Szpitalu Południowym. Dziennikarz powiedział, że twarz lekarza wydaje mu się znajoma. Kacprzyk odpowiedział, że może być kojarzony „z telewizji”, po czym wskazał Szpital Południowy. Sprawę określił jako „aferę polityczną”. Gdy rozmówca zasugerował związek sprawy z wyborami i zapytał, kto miałby za nią stać, Kacprzyk wskazał Prawo i Sprawiedliwość.

Rozmowa dotyczyła również pieniędzy i samochodu Kacprzyka. Lekarz przekonywał, że obecnie lekarze mogą osiągać wysokie zarobki, a zainteresowanie jego sytuacją wiązał między innymi z tym, że jako młody lekarz jeździ Porsche. Zapytany bezpośrednio, jak czuje się w związku z aferą, odpowiedział wulgarnie, że „ma to w dupie”. Następnie pokazywał rozmówcy materiały i fotografie dotyczące swojej osoby, w tym zdjęcie przy Porsche. Mówił też, że obecnie nie przyjeżdża tym samochodem do pracy, ponieważ jego pojawienie się autem w Jaktorowie mogłoby ponownie zainteresować media.

Jak wynika z nagrania, szczególnie istotny moment nastąpił pod koniec konsultacji, kiedy Kacprzyk zaczął podejrzewać, że pacjent jest związany z mediami. Stało się to podczas wypisywania zwolnienia lekarskiego. Dziennikarz próbował wyjaśniać, że wykonywał dla redakcji jedynie zlecenia. Kacprzyk odpowiedział, że mimo tego wystawi mu zwolnienie. Następnie dał do zrozumienia, że rozpoznał sytuację i wie, z kim rozmawia.

Po ujawnieniu związku pacjenta z redakcją ton rozmowy stał się bardziej zachowawczy. Kacprzyk przekonywał, że działalność mediów go nie stresuje i że „wszystko się powyjaśnia”. Wskazywał przy tym, że oceną spraw powinny zajmować się między innymi prokuratura i samorząd lekarski, po czym zaproponował powrót do kwestii medycznych związanych z wizytą. Nie przerwał konsultacji i – zgodnie z opublikowanym materiałem – zakończył procedurę wystawienia zwolnienia.

Reporterka Monika Krześniak czekała przed przychodnią, aby zadać Kacprzykowi pytania już jawnie, przed kamerą. Jak relacjonuje redakcja, gdy lekarz schodził po schodach i zauważył ekipę, nie podszedł do dziennikarki. Z budynku wyszła natomiast pracownica placówki, która poprosiła reporterkę o opuszczenie prywatnego parkingu. Krześniak zastosowała się do tej prośby i przeniosła się na publiczny odcinek przy drodze dojazdowej.

Według dalszej relacji, pracownica przychodni podjechała następnie większym samochodem pod drzwi placówki i ustawiła pojazd w sposób zasłaniający wyjście. Na miejscu pojawił się również właściciel lub współwłaściciel centrum medycznego. Po rozmowie z Kacprzykiem miał przekazać reporterce, że lekarz czuje się „zaszczuty” przez media i nie zamierza wychodzić z budynku, nawet gdyby oznaczało to pozostanie w nim do późnych godzin. Jest to relacja redakcji z przebiegu wydarzeń przed placówką.

Kanał Zero podaje jednocześnie, że Kacprzyk pojawił się w oknie placówki. Według reporterki uśmiechał się, machał w kierunku ekipy i przesyłał całusy. Dziennikarka próbowała uzyskać zgodę przynajmniej na jedno pytanie, jednak usłyszała, że tego dnia rozmowa nie będzie możliwa. Z informacji uzyskanych przez redakcję na miejscu wynikało również, że Kacprzyk sam aplikował do placówki i został zatrudniony.

Sytuacja prawna lekarza nie zmieniła się w sposób, który uniemożliwiałby mu pracę z pacjentami. Postępowanie w sprawie odpowiedzialności zawodowej prowadzone przez samorząd lekarski nadal trwa, a rzecznik odpowiedzialności zawodowej analizuje materiał. Kacprzyk nie ma zawieszonego prawa wykonywania zawodu. Nie przesłuchano go ani nie przedstawiono mu również zarzutów w postępowaniach dotyczących Szpitala Południowego.

Zobacz wideo

Podobne artykuły