W czwartek, 22 października, przed Sejmem w Warszawie odbyła się manifestacja pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję”. W zgromadzeniu uczestniczyło około 250 osób, które domagały się liberalizacji prawa aborcyjnego i realizacji obietnic wyborczych koalicji rządzącej. Podczas protestu doszło do napięć i przepychanek pomiędzy uczestnikami demonstracji a środowiskami antyaborcyjnymi. Obie grupy rozdzielili policjanci. Zgromadzenie zakończyło się około godziny 20.
Manifestacja rozpoczęła się około godziny 18 na skrzyżowaniu ulic Wiejskiej i Matejki, bezpośrednio przed budynkiem Sejmu. Pomimo niesprzyjającej, deszczowej pogody na miejscu zgromadziło się, według szacunków naszego reportera, około 250 osób. Frekwencja była znacznie niższa od zainteresowania wydarzeniem w mediach społecznościowych, gdzie na Facebooku udziałem w inicjatywie interesowało się około 1,5 tysiąca użytkowników.



Wśród uczestników znaleźli się przedstawiciele organizacji społecznych i fundacji działających na rzecz praw kobiet, w tym Amnesty International, a także reprezentanci Lewicy i partii Razem. W demonstracji uczestniczyła również wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat. Jednym z głównych haseł skandowanych przez zgromadzonych było „Rewolucja to kobieta”. Protestujący przynieśli transparenty oraz symboliczne czerwone kartki skierowane do polityków.



Nad bezpieczeństwem zgromadzenia czuwały liczne siły policji. Funkcjonariusze zabezpieczyli teren manifestacji z kilku stron, a w okolicznych ulicach rozmieszczono policyjne pojazdy. Początkowo zakładano, że ulica Wiejska pozostanie przejezdna, jednak wraz z przemieszczaniem się uczestników demonstracji tłum zajął również jezdnię. W rezultacie ulica została zablokowana dla ruchu samochodowego.



W pobliżu manifestacji, przy punkcie aborcyjnym AboTak na ulicy Wiejskiej, pojawili się również przeciwnicy aborcji. Rozstawili namiot i sprzęt nagłaśniający, z którego emitowano komunikaty sprzeciwiające się przerywaniu ciąży. Jak relacjonuje nasz reporter, z głośników odtwarzano między innymi drastyczne opisy dotyczące rozczłonkowywania płodów.



Sytuacja zaostrzyła się, kiedy grupa przeciwników aborcji podeszła bezpośrednio w kierunku uczestników głównej manifestacji. Pomiędzy obiema stronami doszło do ostrej wymiany zdań, a demonstranci zaczęli skandować w kierunku kontrmanifestantów wulgarne hasła, między innymi „Wypierdalać!”. Według relacji naszego reportera doszło także do szarpaniny i przepychanek pomiędzy przedstawicielami obu środowisk.



Na miejscu zareagowali funkcjonariusze policji, którzy rozdzielili obie grupy i utworzyli pomiędzy nimi kordon bezpieczeństwa, zapobiegając dalszej eskalacji konfliktu.



Inaczej przebieg tego fragmentu wydarzeń przedstawiła stołeczna policja. Jak przekazał młodszy aspirant Jakub Filipiak z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji, funkcjonariusze oddzielili kontrmanifestantów kordonem. „Nie było żadnej scysji ani interwencji” – poinformował policjant. Relacja ta różni się od obserwacji naszego reportera, który na miejscu widział przepychanki pomiędzy uczestnikami obu zgromadzeń.



Czwartkowa demonstracja była częścią ogólnopolskiej akcji „Czerwona kartka za aborcję”, zorganizowanej w 28 miastach. Inicjatorami przedsięwzięcia były organizacje działające na rzecz praw kobiet, w tym Fundacja Widzialne, Ogólnopolski Strajk Kobiet i Akcja Demokracja. Warszawskie zgromadzenie współorganizował Warszawski Strajk Kobiet.



Termin protestu nie był przypadkowy. Dokładnie sześć lat wcześniej, 22 października 2020 roku, Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie uznające za niezgodną z konstytucją możliwość przerywania ciąży z powodu ciężkich i nieodwracalnych wad płodu. Decyzja ta doprowadziła do masowych demonstracji w całej Polsce.



Uczestnicy tegorocznego protestu domagali się przede wszystkim legalizacji aborcji do 12. tygodnia ciąży, pełnej dekryminalizacji pomocy w jej przerywaniu oraz zapewnienia powszechnego dostępu do antykoncepcji awaryjnej. Wśród postulatów znalazło się także podejmowanie przez samorządy działań wobec niezgodnych z prawem protestów antyaborcyjnych organizowanych przed szpitalami i placówkami świadczącymi pomoc kobietom.



Manifestacja odbyła się dwa dni po głosowaniach w Sejmie dotyczących zmian w prawie aborcyjnym. We wtorek, 20 października, posłowie uchwalili nowelizację Kodeksu karnego przewidującą częściową dekryminalizację aborcji i pomocy w jej przeprowadzeniu. Za przyjęciem ustawy zagłosowało 217 parlamentarzystów, przeciw było 213, a trzech wstrzymało się od głosu.



Sejm uchwalił również ustawę przywracającą możliwość legalnego przerwania ciąży w przypadku ciężkich wad płodu. Projekt poparło 233 posłów, przeciw zagłosowało 203, a jeden wstrzymał się od głosu. Obie ustawy trafią teraz do Senatu.



Zdaniem organizatorów demonstracji przyjęte rozwiązania nie realizują jednak obietnic składanych kobietom przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku. Protestujący podkreślali, że oczekują zmian obejmujących legalną aborcję do 12. tygodnia ciąży, a nie jedynie częściowego złagodzenia obecnych przepisów.



Warszawska manifestacja zakończyła się około godziny 20. Uczestnicy zaczęli opuszczać okolice Sejmu, a policjanci nadzorowali zakończenie zgromadzenia i rozchodzenie się protestujących.


