Koń wyścigowy galopował bez jeźdźca ulicami warszawskiego Wawra, w pobliżu trasy ekspresowej S2. Zwierzę wcześniej zrzuciło swoją właścicielkę z siodła w okolicach Góraszki, niemal 10 kilometrów od miejsca, w którym zostało odnalezione. Do interwencji skierowano strażników miejskich z Ekopatrolu, którzy ustalili właścicielkę konia dzięki numerowi telefonu umieszczonemu na uprzęży.
Do zdarzenia doszło w czwartek, 29 października. Około godz. 11 funkcjonariusze warszawskiego Ekopatrolu otrzymali zgłoszenie dotyczące konia biegającego bez opieki w rejonie Falenicy, niedaleko drogi ekspresowej S2. Zwierzę było karej maści, miało sportową sylwetkę i było osiodłane. Wyglądało na zadbane i czyste.
Kiedy strażnicy dotarli na miejsce, koń znajdował się już pod opieką mieszkającej w pobliżu kobiety. Jak się okazało, mieszkanka hobbystycznie zajmuje się jazdą konną. Dzięki swojemu doświadczeniu potrafiła opanować zdezorientowane zwierzę i zapewnić mu opiekę do czasu przyjazdu funkcjonariuszy.
Strażnicy rozpoczęli poszukiwania właściciela konia. Ponieważ zwierzę nie miało przy sobie dokumentów, skontaktowali się z jedną z pobliskich stadnin. Jej pracownicy wskazali miejsca na uprzęży, w których właściciele najczęściej umieszczają informacje pozwalające na identyfikację zwierząt.
Po sprawdzeniu wyposażenia funkcjonariusze odnaleźli numer telefonu zapisany na jednym z popręgów. Pod wskazanym numerem odebrała kobieta, która potwierdziła, że jest właścicielką konia. Okazało się również, że odnalezione zwierzę jest koniem wyścigowym.
W rozmowie ze strażnikami kobieta wyjaśniła, że podczas jazdy w okolicach Góraszki koń zrzucił ją z siodła, a następnie uciekł. Od miejsca zdarzenia do rejonu, w którym odnaleziono zwierzę, było prawie 10 kilometrów.
Właścicielka nie odniosła poważnych obrażeń. Po kilkudziesięciu minutach dotarła na ulicę Przełęczy, gdzie czekał na nią koń. Podziękowała mieszkance i strażnikom miejskim za pomoc oraz opiekę nad zwierzęciem, po czym wsiadła na konia i odjechała do swojej stajni.


